Niall's POV
Uchyliłem powieki, kiedy jasne promienie wychyliły się zza okna; moja głowa pulsowała z rytmem dobijania się do drzwi.
Warknąłem, przykrywając głowę kocem, lecz pukanie stawało się coraz głośniejsze i głośniejsze, co sprawiło, że wyczołgałem się z łóżka, po czym gwałtownie otworzyłem drzwi i krzyknąłem: "CZEGO?"
Dłoń Addie pozostawała w powietrzu, przygotowana do puknięcia raz jeszcze, dopóki jej maleńka pięść nie wróciła do swojego naturalnego położenia; zrobiła krok do tyłu, przyglądając się mnie.
- Um, mamy szkołę.
- Myślisz że mnie to obchodzi? Pójdziesz do szkoły sama. Potrafisz to zrobić.
Spojrzała w dół, na swoje brązowe buty. Jej pomarańczowy sweter swobodnie zwisał na jej delikatnym kształcie.
- Ja zastanawiałam się tylko czy może-
- Nie. Nie zastanawiaj się. Nawet nie myśl o wciąganiu mnie w kolejny z twoich głupich planów, okej? Zabrałem cię na tą cholerną imprezę tylko dlatego, że nie miałem innego wyjścia. Ty i ja, nie jesteśmy znajomymi. Więc, zmywaj się. Idę spać.
Opuściła głowę, tak, że przez moment poczułem się źle, lecz chwilę potem wyprostowała się z powrotem, przerzucając torbę przez ramię.
- Dobra. Rób co chcesz.
Po tym dumnym krokiem przeszła przez hol i schody, zostawiając mnie z obciążającym biciem własnego serca. Dlaczego już po jednym dniu stała się chodzącym bałaganem?
Miałem ochotę wyrwać sobie włosy z głowy.
Wziąłem szybki prysznic i włożyłem jakieś ubranie, całe ciało bolało mnie ze zmęczenia kiedy schodziłem ze schodów. Gerard był na dole, w swoim czarno-białym garniturze, razem z Natalie siorbiącą kawę w swoim różowym, satynowym szlafroku, i Addie całującą ją na pożegnanie.
Kiedy przeszła obok mnie, złapałem jej nadgarstek; wtedy ona zacisnęła zęby i posłała mi wrogie spojrzenie.
- Puść Niall, muszę iść do szkoły.
Uwolniła się z mojego uścisku, a Gerard, spoglądając na mnie, uniósł brew. Uśmiechnął się powoli, podnosząc walizkę i całując usta Natalie.
- Miałem właśnie zawozić Addie. Chcesz jechać z nami?
- Nie - mruknąłem, przechodząc obok - Harry mnie podwiezie.
- Harry. - Gerard westchnął, przyglądając się mi.
Gerard nie lubił Harry'ego, był pewien, że ma on na mnie okropny wpływ, poza tym zawsze przyłapywał Harry'ego: na paleniu jointów, lub piciu alkoholu na plaży.
Pozwalał mi chodzić z nim na imprezy tylko dlatego, że ja nie byłem osobą, z którą dałoby się kłócić; szczerze, on miał nade mną zero kontroli, może dlatego, że nigdy tak naprawdę nie chciał mnie adoptować, zawsze mówił, że "nie jestem stworzony na bycie 'jego'".
Gerard potrafi być przerażający, ale hej, kiedy mieszkasz z nim wystarczająco długo, przyzwyczajasz się do tego. Kiedyś nawet złapał mnie na paleniu i piciu z Harrym, ale nigdy o tym nie wspomniał.
- Gerard, dam radę. Nie musisz bez przerwy martwić się o to, gdzie jestem. Dawałem sobie radę odkąd pamiętam.
Przeczesał swoje ciemne blond włosy, wzdychając, gdy wskazał na drzwi.
- Dobrze. Mimo tego, lepiej idź do szkoły, młody człowieku. Zostanę powiadomiony, jeśli nie pójdziesz.
- Tak, tak - Mruknąłem, mijając Addie, która posyłała mi te głębokie,smutne spojrzenie.
Westchnąłem cicho, patrząc na nią i w jej ciemny, przenikliwy wzrok.
- Może Harry mógłby podwieźć też Addie?
- Nie sądzę, żeby to był tak dobry pomysł - powiedziała Natalie, odstawiając swoją kawę.
- Dlaczego nie? - Spytałem, przenosząc na nią wzrok.
Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, zamknęła je jednak z powrotem, patrząc w dół na kawę. Uśmiechnąłem się.
Delikatnie wziąłem Addie pod rękę, obserwując Gerarda mijającego nas i odjeżdżającego swoim drogim Vanquishem Aston Martin, przyspieszając gwałtownie.
Harry zatrzymał swoje staroświeckie auto, posyłając mi uśmiech, kiedy zauważył Addie.
- Oh, hej, piękna. Więc mówiłaś serio o mieszkaniu z Niallem Horanem, huh?
Addie zaśmiała się, a ja przewróciłem oczami. Wślizgnąłem się na tylne siedzenie, aby Addie mogła zająć przednie. Harry położył dłoń na udzie Addie, gdy kierował. Zirytowało mnie to, ale tylko dlatego, że Harry zawsze przynosił kłopoty, i ja to wiedziałem.
Siedziałem spokojnie z tyłu, przewijając przez potrale społecznościowe na swoim telefonie, wsłuchując się w śmiech Addie na równi z jego pomrukami.
Kiedy dotarliśmy do szkoły, szybko wysiadłem z samochodu, łapiąc łokieć Addie zanim mógł to zrobić Harry, i poprowadziłem ją do szkoły.
Harry od razu został otoczony kręgiem dziewcząt, razem z Louisem i Zaynem, co trochę mnie uspokoiło. Addie wycierpiała mój uścisk, lecz nie wyglądało na to, by się jej podobało.
- Trzymaj się z dala od Harry'ego. Przynosi niezłe kłopoty.
- Czemu cię obchodzi, z kim się zadaję? - Syknęła, uwalniając rękę spod mojej; jej wzrok był jak lód. Przyjrzałem się jej, ciskając pięścią w szafki i mocno zaciskając zęby.
- Nie obchodzi mnie. Jesteś tak kurewsko uparta, więc jeśli kiedyś przybiegniesz z płaczem do domu, to już nie moja, do cholery, wina. I nie mów, że cię nie ostrzegałem. Bo tamten tłumek nie jest już tak miły jak ja.
- Ty nie jesteś ani trochę miły. Dopiero się tu wprowadziłam, a już nie cierpię twojej obecności. - Odparła zimno, oglądając mnie.
Skrzyżowałem ramiona, oglądając ją; jej oczy, koloru klonu, teraz jasne, niczym miód w porównaniu z jej opaloną skórą.
- Jesteś snobistyczną, ignorancką szmatą, wiesz?
Jej wargi rozchyliły się szeroko z szokiem, ja wzruszyłem ramionami, ruszając wzdłuż korytarza, widząc dziewczyny przyglądające mi się, wtedy na moje usta wkradł się flirtujący uśmieszek.
Może dziś wcale nie będzie tak źle.
Przeszedłem obok grupy dziwkarskich blondynek, ze spódniczkami podciąganymi coraz wyżej i pokazującymi ich tyłki, a ich szkolne, białe podkolanówki sprawiały, że wyglądały jeszcze bardziej apetycznie.
- Hej, Niall - odezwała się liderka, Tiffany Asher, trzepocząc sztucznymi rzęsami i wydymając bordowe usta.
Tiffany Asher była największą dziwką całej szkoły, zawsze wymyślała nowe plotki na temat tych dobrych dziewczyn, i oceniała każdego faceta.
Była zbyt łatwa, lecz trudno było mieć ją dla siebie, bo w każdym tygodniu umawiała się z innym chłopakiem. Miała też dwie "przyjaciółki", Amber Christopher i Chanel Hamberly; ich trójka aż zbyt dobrze się dogadywała, zawsze zgadzając się ze wszystkim co mówiła Tiffany, niczym szczeniaczki.
Było to jednak trochę zabawne, bo wcześniej byłem z każdą z nich, gdy jeszcze rozpaczałem po śmierci rodziców.
Zatrzymałem się, posyłając im uśmieszki; owinąłem ramię wokół talii Tiffany całując ją, jej usta były pulchne i śliskie, ale jednak, całowałem ją.
Może było to przyjemne, w jakiś dziwny sposób; lecz zastanawiałem się, czy nie lepiej byłoby całować A-
Nie. Nie myślałem teraz o Addie. Nie w taki sposób.
Całowałem Tiffany coraz namiętniej, próbując zapomnieć o Addie, dopóki Tiffany nie rozłączyła naszych ust zjeżdżając dłonią wzdłuż mojej klatki piersiowej.
- Spokojnie, Niall, kochanie. Następnym razem.
Puściłem jej oczko, łapiąc ją pod rękę i prowadząc korytarzem, mijając wszystkich z uśmiechami i spojrzeniami, jakbyśmy występowali w pokazie mody, a inni byli naszą publicznością.
Ale dla mnie nie ma dnia, gdy nie czuję się lepszy od reszty...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz