Addie POV
Tak wiele nowych twarzy, nowych ludzi. Liceum było przepełnione dziwkami i podnieconymi, nastoletnimi chłopakami, którzy chcieli znaleźć dziewczyny. Zwłaszcza Niall, którego podejrzewałam o to jakiś czas temu. Udałam się na pierwszą lekcję przechodząc tuż obok niego i jego blond dziwki, która przeczesywała mu włosy i kąsiła go w szyję, ale najwyraźniej mu to nie przeszkadzało. Westchnęłam, przyciskając moje książki mocniej do piersi. Przechodząc obok rozdrażnionych twarzy poczułam, że wszystkie są skierowane na mnie. Spojrzałam w dół na swoje ubrania, marszcząc brwi. Czy coś jest nie tak z...
- Hej, Addie - powiedział miły, rodzinny, pocieszający głos. Silne, męskie ramie chwyta mnie za łokieć, podczas gdy patrzę się w parę niebieskich oczu dużo bardziej szczerych niż te Nialla.
- Louis - odetchnęłam. Uśmiecha się, gdy idziemy z dala od tłumu ludzi długim, dużym korytarzem.
- Nie wiedziałem, że poszłaś tutaj do szkoły. Harry powiedział mi, że ty i Niall mieszkacie razem? Myślałem, że wy nie jesteście... razem. - mruknął, marszcząc brwi, gdy spojrzałam mu w oczy.
- Umm... nie jest to rodzaj... to skomplikowane tak myślę. - westchnął, kiwając powoli, ale jego twarz ciągle była zmieszana i zdeterminowana.
- Cóż, pozwól mi tylko powiedzieć, bo nie wiem co się z tym wszystkim dzieje, ale powinnaś trzymać się z daleka od Nialla. On jest prawdziwą, złą nowiną, Addie. Zaufaj mi. - patrzyłam na niego, unosząc brwi. Jego twarz była gładka i poważna.
- Co ty...
- Louis, co ty robisz? - ciemny, grożący głos się urwał. To sprawiło, że moje serce zaczęło bić szybko, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Louis puścił moje ramię, odsuwając się ode mnie. Usłyszałam głośny jęk wychodzący z jego gardła.
- Oh, uh, nic Niall. Staram się tylko pomóc Addie. - spotkałam oczy Nialla, ale nie patrzyły na mnie. Ich zimny blask został skierowany na Louis. Strasznie się ich przeraziłam, pomimo, że nie były skierowane na mnie.
- Niall, nic...
- Spadaj. - Niall syknął, a Louis skinął ku mnie zanim szybko odszedł. Szuranie jego tomsów było słyszalne na podłodze. Podniosłam moją torbę wyżej na ramieniu, krzyżując niezdarnie ramiona na klatce piersiowej. Zacisnęłam książki mocniej w ramionach. Niall przeczesał swoje blond włosy. Czerwona szminka była widoczna na jego twarzy. Spojrzał na mnie, a ja zaczęłam wpatrywać się mu w oczy. Były niebieskie, miękkie i tak ciepłe, że moje serce zatrzymało się na chwilę, a ja nie chciałam być nigdzie indziej. Oznacza to, że gdy jego zimne, pełne złości oczy spojrzały z powrotem na mnie, cały lód w nich zawarty zaczął się topić.
- Mogę pomóc ci dotrzeć do klasy, Addie. Nie potrzebujesz zwierzać się takim ludziom jak Louis. Lub nawet Harry.
- Dlaczego to ma znaczenie? Idź poszukać dziwki, z którą byłeś przed chwilą. Znajdę drogę. Dzięki. - zaczęłam odchodzić, ale złapał moją rękę, a ja poczułam jak na chwilę świat się cały wywraca do góry nogami. Zatrzymał się, a wszystko, co mogłam zobaczyć to Niall i nic na całym świecie nie mogłoby sprawić, że moje serce zaczęłoby bić szybciej.
- Czy jesteś zazdrosna? - oddychał, a jego głos był żartobliwy i dokuczliwy. Pociągnął moją rękę, przewracając oczami.
- Tak. Oczywiście. Dlaczego miałabym być zazdrosna? Za bardzo działasz mi na nerwy. Tak jak powiedziałeś, mnóstwo ludzi jest lepszych od ciebie. Rozchylił usta, ale natychmiast je zamknął.
- Idź do klasy. - rozkazał ostro, kiwając głową w stronę korytarza. Jego zmiana nastroju była tak nagła, surowa, że aż odczekał chwilę po czym wzruszył ramionami. Udałam się wzdłuż korytarza czując na plecach jego lodowate, niebieskie oczy. Kiedy znalazłam klasę, szybko zajęłam swoje miejsce. Odłożyłam wszystkie książki i wzięłam głęboki oddech, spychając zimne, niebieskie oczy Nialla na tył mojej głowy. Lekko stuknęłam rękoma w biurko, moje ramiona ściskały się z niepokoju. Nie mogłam wziąć wystarczająco dużo oddechu, a moja głowa wirowała. Ołówek uderzył mnie w plecy wraz z dziewczęcym, donośnym głosem.
- Pssst... - odwróciłam się na krześle i spotkałam parę łagodnych, brązowych oczu schowanych za parą nerdów. Miała długie, brązowe, kręcone włosy, które spadały jej delikatnie na ramiona. Miała plisowany, biały sweter na sobie.
- Oh, cześć. - wymamrotałam, patrząc na nią. Usta wygięłam w półuśmiech.
- Wiedziałaś, że jedynym stanem w USA, na którym rosną ziarna kawy są Hawaje? Wiedziałaś, że płetwal błękitny na 188 decybelach to najgłośniejszy ssak? Wiedziałaś, że Mona Lisa nie ma brwi? Wiedziałaś, że pierwszym jedzeniem spożywanym w kosmosie był sos jabłkowy? Wiedziałaś...
- To świetnie, ale byłoby fajnie NIE mówić o faktach naukowych, tylko nauczyć sie po prostu swoich imion i dlaczego stukałaś mnie ołówkiem? - zarumieniła się, poprawiając swoje okulary. Założyła ręce na biurku.
- Jestem Lynn Lynn Potters. Możesz mówić do mnie Lee. Każdy mnie tak nazywa. Chyba, że preferujesz inną ksywkę jak przegrana czy frajerka. Chciałam ci tylko powiedzieć, że jesteś naprawdę ładna... - uśmiechnęłam się, zakładając włosy za ucho.
- Jestem nowa w tym roku. Jestem Adele Thompson, ale wolę Addie. Mieszkam w Nialla, uh, domu teraz. - jej oczy się rozszerzyły, a usta otworzyły nieco. Pochyliła się lekko.
- Cholera, naprawdę? Ty... mieszkasz w domu Nialla? TEGO Nialla Horana? Dupka Nialla? - skinęłam głową, a ona zaczęła dyszeć. Uderzyłam ręką zanim zdążyłam zareagować.
- Oh! - krzyknęłam, a reszta dzieciaków w klasie spojrzała na nas. Moja twarz zaczęła płonąć.
- Przepraszam, ja tylko... Niall Horan jest najlepszym przyjacielem mojego crusha i to jest dziwne, tak sądze. Nie wiem. Ale to takie surrealistyczne! Założę się, że jest wredny nawet gdy wstaje, mam rację?
- Uhm, tak. Oczywiście. To znaczy, w każdej sekundzie dnia.
Poza wcześniej, chciałam powiedzieć, kiedy mnie bronił. Ale ja tego nie powiedziałam.
- To jest... coś czego się nie spodziewałam. Myślałam, że będzie trochę milszy w domu, odkąd nie ma kogo torturować. Kiedyś nękał mnie cały czas. Było dużo gorzej kiedy zaczął spotykać się z Marcelem. Znasz Marcela? Zadaje się z Liamem Payne. - pokręciłam głową.
- Nie znam nikogo o imieniu Liam Payne lub Marcel. Teraz zadaje się z Harrym i Louisem. Poznałam ich. - otworzyła szeroko oczy. Tak myślałam, że będzie zdziwiona. Ułożyła wargi w cienką, twardą linię.
- To złe wieści. Louis Tomlinson jest w porządku, ale Harry Styles? On nie jest super facetem. Zaufaj mi. Harry jest najlepszym przyjacielem Nialla. Są jak partnerzy kryminalni w szkole. Głównymi tyranami. Oprawcami. Wiele dziewczyn się z nimi zadaje, bo, tak, są przystojni, ale na miłość boską! Kiedy raz ich poznasz, nie są już miłymi, słodkimi facetami, których potrzebuje dziewczyna. Każda dziewczyna lubi złych chłopców, ale czasami zło nie jest najlepsze.
- To brzmi jak wiesz... uczucie. - patrzyła na mnie swoimi zimnymi oczami. Wzięła długi, głęboki oddech.
- Tak. Jest. Harry Styles jest moim byłym chłopakiem. - gdybym miała drinka, chciałabym wypluć go jej prosto w twarz z powodu nagłego smutku w jej oświadczeniu. Było zimno jak głos Nialla z wyjątkiem smutku, który zastąpił złość. Widziałam jak bolało ją wypowiedzenie jego imienia.
- Ja.. przepraszam Lynn. - pokręciła głową, uśmiechając się ponownie. Skierowała spojrzenie do przodu, gdy nauczyciel zaczął spacerować. Odwróciłam się do przodu, ale nie mogłam przestać myśleć o całej tej sytuacji. Po prostu nie mogłam się nadziwić, że Niall dręczył taką dziewczynę jak ona albo, że Harry, słodki Harry na imprezie, który znosił mnie w dół po schodach i prawdopodobnie odwiózł do domu, mógłby zrobić coś takiego niewinnej dziewczynie jak Lynn. Ale niektórzy chłopcy są po prostu na tyle popierdoleni, żeby robić coś takiego. Ale nie Niall. Nie mógłby skrzywdzić takiej dziewczyny....
Prawda?
sobota, 4 kwietnia 2015
sobota, 14 marca 2015
Tiffany, Addie, Tiffany, Addie...
Niall's POV
Uchyliłem powieki, kiedy jasne promienie wychyliły się zza okna; moja głowa pulsowała z rytmem dobijania się do drzwi.
Warknąłem, przykrywając głowę kocem, lecz pukanie stawało się coraz głośniejsze i głośniejsze, co sprawiło, że wyczołgałem się z łóżka, po czym gwałtownie otworzyłem drzwi i krzyknąłem: "CZEGO?"
Dłoń Addie pozostawała w powietrzu, przygotowana do puknięcia raz jeszcze, dopóki jej maleńka pięść nie wróciła do swojego naturalnego położenia; zrobiła krok do tyłu, przyglądając się mnie.
- Um, mamy szkołę.
- Myślisz że mnie to obchodzi? Pójdziesz do szkoły sama. Potrafisz to zrobić.
Spojrzała w dół, na swoje brązowe buty. Jej pomarańczowy sweter swobodnie zwisał na jej delikatnym kształcie.
- Ja zastanawiałam się tylko czy może-
- Nie. Nie zastanawiaj się. Nawet nie myśl o wciąganiu mnie w kolejny z twoich głupich planów, okej? Zabrałem cię na tą cholerną imprezę tylko dlatego, że nie miałem innego wyjścia. Ty i ja, nie jesteśmy znajomymi. Więc, zmywaj się. Idę spać.
Opuściła głowę, tak, że przez moment poczułem się źle, lecz chwilę potem wyprostowała się z powrotem, przerzucając torbę przez ramię.
- Dobra. Rób co chcesz.
Po tym dumnym krokiem przeszła przez hol i schody, zostawiając mnie z obciążającym biciem własnego serca. Dlaczego już po jednym dniu stała się chodzącym bałaganem?
Miałem ochotę wyrwać sobie włosy z głowy.
Wziąłem szybki prysznic i włożyłem jakieś ubranie, całe ciało bolało mnie ze zmęczenia kiedy schodziłem ze schodów. Gerard był na dole, w swoim czarno-białym garniturze, razem z Natalie siorbiącą kawę w swoim różowym, satynowym szlafroku, i Addie całującą ją na pożegnanie.
Kiedy przeszła obok mnie, złapałem jej nadgarstek; wtedy ona zacisnęła zęby i posłała mi wrogie spojrzenie.
- Puść Niall, muszę iść do szkoły.
Uwolniła się z mojego uścisku, a Gerard, spoglądając na mnie, uniósł brew. Uśmiechnął się powoli, podnosząc walizkę i całując usta Natalie.
- Miałem właśnie zawozić Addie. Chcesz jechać z nami?
- Nie - mruknąłem, przechodząc obok - Harry mnie podwiezie.
- Harry. - Gerard westchnął, przyglądając się mi.
Gerard nie lubił Harry'ego, był pewien, że ma on na mnie okropny wpływ, poza tym zawsze przyłapywał Harry'ego: na paleniu jointów, lub piciu alkoholu na plaży.
Pozwalał mi chodzić z nim na imprezy tylko dlatego, że ja nie byłem osobą, z którą dałoby się kłócić; szczerze, on miał nade mną zero kontroli, może dlatego, że nigdy tak naprawdę nie chciał mnie adoptować, zawsze mówił, że "nie jestem stworzony na bycie 'jego'".
Gerard potrafi być przerażający, ale hej, kiedy mieszkasz z nim wystarczająco długo, przyzwyczajasz się do tego. Kiedyś nawet złapał mnie na paleniu i piciu z Harrym, ale nigdy o tym nie wspomniał.
- Gerard, dam radę. Nie musisz bez przerwy martwić się o to, gdzie jestem. Dawałem sobie radę odkąd pamiętam.
Przeczesał swoje ciemne blond włosy, wzdychając, gdy wskazał na drzwi.
- Dobrze. Mimo tego, lepiej idź do szkoły, młody człowieku. Zostanę powiadomiony, jeśli nie pójdziesz.
- Tak, tak - Mruknąłem, mijając Addie, która posyłała mi te głębokie,smutne spojrzenie.
Westchnąłem cicho, patrząc na nią i w jej ciemny, przenikliwy wzrok.
- Może Harry mógłby podwieźć też Addie?
- Nie sądzę, żeby to był tak dobry pomysł - powiedziała Natalie, odstawiając swoją kawę.
- Dlaczego nie? - Spytałem, przenosząc na nią wzrok.
Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, zamknęła je jednak z powrotem, patrząc w dół na kawę. Uśmiechnąłem się.
Delikatnie wziąłem Addie pod rękę, obserwując Gerarda mijającego nas i odjeżdżającego swoim drogim Vanquishem Aston Martin, przyspieszając gwałtownie.
Harry zatrzymał swoje staroświeckie auto, posyłając mi uśmiech, kiedy zauważył Addie.
- Oh, hej, piękna. Więc mówiłaś serio o mieszkaniu z Niallem Horanem, huh?
Addie zaśmiała się, a ja przewróciłem oczami. Wślizgnąłem się na tylne siedzenie, aby Addie mogła zająć przednie. Harry położył dłoń na udzie Addie, gdy kierował. Zirytowało mnie to, ale tylko dlatego, że Harry zawsze przynosił kłopoty, i ja to wiedziałem.
Siedziałem spokojnie z tyłu, przewijając przez potrale społecznościowe na swoim telefonie, wsłuchując się w śmiech Addie na równi z jego pomrukami.
Kiedy dotarliśmy do szkoły, szybko wysiadłem z samochodu, łapiąc łokieć Addie zanim mógł to zrobić Harry, i poprowadziłem ją do szkoły.
Harry od razu został otoczony kręgiem dziewcząt, razem z Louisem i Zaynem, co trochę mnie uspokoiło. Addie wycierpiała mój uścisk, lecz nie wyglądało na to, by się jej podobało.
- Trzymaj się z dala od Harry'ego. Przynosi niezłe kłopoty.
- Czemu cię obchodzi, z kim się zadaję? - Syknęła, uwalniając rękę spod mojej; jej wzrok był jak lód. Przyjrzałem się jej, ciskając pięścią w szafki i mocno zaciskając zęby.
- Nie obchodzi mnie. Jesteś tak kurewsko uparta, więc jeśli kiedyś przybiegniesz z płaczem do domu, to już nie moja, do cholery, wina. I nie mów, że cię nie ostrzegałem. Bo tamten tłumek nie jest już tak miły jak ja.
- Ty nie jesteś ani trochę miły. Dopiero się tu wprowadziłam, a już nie cierpię twojej obecności. - Odparła zimno, oglądając mnie.
Skrzyżowałem ramiona, oglądając ją; jej oczy, koloru klonu, teraz jasne, niczym miód w porównaniu z jej opaloną skórą.
- Jesteś snobistyczną, ignorancką szmatą, wiesz?
Jej wargi rozchyliły się szeroko z szokiem, ja wzruszyłem ramionami, ruszając wzdłuż korytarza, widząc dziewczyny przyglądające mi się, wtedy na moje usta wkradł się flirtujący uśmieszek.
Może dziś wcale nie będzie tak źle.
Przeszedłem obok grupy dziwkarskich blondynek, ze spódniczkami podciąganymi coraz wyżej i pokazującymi ich tyłki, a ich szkolne, białe podkolanówki sprawiały, że wyglądały jeszcze bardziej apetycznie.
- Hej, Niall - odezwała się liderka, Tiffany Asher, trzepocząc sztucznymi rzęsami i wydymając bordowe usta.
Tiffany Asher była największą dziwką całej szkoły, zawsze wymyślała nowe plotki na temat tych dobrych dziewczyn, i oceniała każdego faceta.
Była zbyt łatwa, lecz trudno było mieć ją dla siebie, bo w każdym tygodniu umawiała się z innym chłopakiem. Miała też dwie "przyjaciółki", Amber Christopher i Chanel Hamberly; ich trójka aż zbyt dobrze się dogadywała, zawsze zgadzając się ze wszystkim co mówiła Tiffany, niczym szczeniaczki.
Było to jednak trochę zabawne, bo wcześniej byłem z każdą z nich, gdy jeszcze rozpaczałem po śmierci rodziców.
Zatrzymałem się, posyłając im uśmieszki; owinąłem ramię wokół talii Tiffany całując ją, jej usta były pulchne i śliskie, ale jednak, całowałem ją.
Może było to przyjemne, w jakiś dziwny sposób; lecz zastanawiałem się, czy nie lepiej byłoby całować A-
Nie. Nie myślałem teraz o Addie. Nie w taki sposób.
Całowałem Tiffany coraz namiętniej, próbując zapomnieć o Addie, dopóki Tiffany nie rozłączyła naszych ust zjeżdżając dłonią wzdłuż mojej klatki piersiowej.
- Spokojnie, Niall, kochanie. Następnym razem.
Puściłem jej oczko, łapiąc ją pod rękę i prowadząc korytarzem, mijając wszystkich z uśmiechami i spojrzeniami, jakbyśmy występowali w pokazie mody, a inni byli naszą publicznością.
Ale dla mnie nie ma dnia, gdy nie czuję się lepszy od reszty...
Uchyliłem powieki, kiedy jasne promienie wychyliły się zza okna; moja głowa pulsowała z rytmem dobijania się do drzwi.
Warknąłem, przykrywając głowę kocem, lecz pukanie stawało się coraz głośniejsze i głośniejsze, co sprawiło, że wyczołgałem się z łóżka, po czym gwałtownie otworzyłem drzwi i krzyknąłem: "CZEGO?"
Dłoń Addie pozostawała w powietrzu, przygotowana do puknięcia raz jeszcze, dopóki jej maleńka pięść nie wróciła do swojego naturalnego położenia; zrobiła krok do tyłu, przyglądając się mnie.
- Um, mamy szkołę.
- Myślisz że mnie to obchodzi? Pójdziesz do szkoły sama. Potrafisz to zrobić.
Spojrzała w dół, na swoje brązowe buty. Jej pomarańczowy sweter swobodnie zwisał na jej delikatnym kształcie.
- Ja zastanawiałam się tylko czy może-
- Nie. Nie zastanawiaj się. Nawet nie myśl o wciąganiu mnie w kolejny z twoich głupich planów, okej? Zabrałem cię na tą cholerną imprezę tylko dlatego, że nie miałem innego wyjścia. Ty i ja, nie jesteśmy znajomymi. Więc, zmywaj się. Idę spać.
Opuściła głowę, tak, że przez moment poczułem się źle, lecz chwilę potem wyprostowała się z powrotem, przerzucając torbę przez ramię.
- Dobra. Rób co chcesz.
Po tym dumnym krokiem przeszła przez hol i schody, zostawiając mnie z obciążającym biciem własnego serca. Dlaczego już po jednym dniu stała się chodzącym bałaganem?
Miałem ochotę wyrwać sobie włosy z głowy.
Wziąłem szybki prysznic i włożyłem jakieś ubranie, całe ciało bolało mnie ze zmęczenia kiedy schodziłem ze schodów. Gerard był na dole, w swoim czarno-białym garniturze, razem z Natalie siorbiącą kawę w swoim różowym, satynowym szlafroku, i Addie całującą ją na pożegnanie.
Kiedy przeszła obok mnie, złapałem jej nadgarstek; wtedy ona zacisnęła zęby i posłała mi wrogie spojrzenie.
- Puść Niall, muszę iść do szkoły.
Uwolniła się z mojego uścisku, a Gerard, spoglądając na mnie, uniósł brew. Uśmiechnął się powoli, podnosząc walizkę i całując usta Natalie.
- Miałem właśnie zawozić Addie. Chcesz jechać z nami?
- Nie - mruknąłem, przechodząc obok - Harry mnie podwiezie.
- Harry. - Gerard westchnął, przyglądając się mi.
Gerard nie lubił Harry'ego, był pewien, że ma on na mnie okropny wpływ, poza tym zawsze przyłapywał Harry'ego: na paleniu jointów, lub piciu alkoholu na plaży.
Pozwalał mi chodzić z nim na imprezy tylko dlatego, że ja nie byłem osobą, z którą dałoby się kłócić; szczerze, on miał nade mną zero kontroli, może dlatego, że nigdy tak naprawdę nie chciał mnie adoptować, zawsze mówił, że "nie jestem stworzony na bycie 'jego'".
Gerard potrafi być przerażający, ale hej, kiedy mieszkasz z nim wystarczająco długo, przyzwyczajasz się do tego. Kiedyś nawet złapał mnie na paleniu i piciu z Harrym, ale nigdy o tym nie wspomniał.
- Gerard, dam radę. Nie musisz bez przerwy martwić się o to, gdzie jestem. Dawałem sobie radę odkąd pamiętam.
Przeczesał swoje ciemne blond włosy, wzdychając, gdy wskazał na drzwi.
- Dobrze. Mimo tego, lepiej idź do szkoły, młody człowieku. Zostanę powiadomiony, jeśli nie pójdziesz.
- Tak, tak - Mruknąłem, mijając Addie, która posyłała mi te głębokie,smutne spojrzenie.
Westchnąłem cicho, patrząc na nią i w jej ciemny, przenikliwy wzrok.
- Może Harry mógłby podwieźć też Addie?
- Nie sądzę, żeby to był tak dobry pomysł - powiedziała Natalie, odstawiając swoją kawę.
- Dlaczego nie? - Spytałem, przenosząc na nią wzrok.
Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, zamknęła je jednak z powrotem, patrząc w dół na kawę. Uśmiechnąłem się.
Delikatnie wziąłem Addie pod rękę, obserwując Gerarda mijającego nas i odjeżdżającego swoim drogim Vanquishem Aston Martin, przyspieszając gwałtownie.
Harry zatrzymał swoje staroświeckie auto, posyłając mi uśmiech, kiedy zauważył Addie.
- Oh, hej, piękna. Więc mówiłaś serio o mieszkaniu z Niallem Horanem, huh?
Addie zaśmiała się, a ja przewróciłem oczami. Wślizgnąłem się na tylne siedzenie, aby Addie mogła zająć przednie. Harry położył dłoń na udzie Addie, gdy kierował. Zirytowało mnie to, ale tylko dlatego, że Harry zawsze przynosił kłopoty, i ja to wiedziałem.
Siedziałem spokojnie z tyłu, przewijając przez potrale społecznościowe na swoim telefonie, wsłuchując się w śmiech Addie na równi z jego pomrukami.
Kiedy dotarliśmy do szkoły, szybko wysiadłem z samochodu, łapiąc łokieć Addie zanim mógł to zrobić Harry, i poprowadziłem ją do szkoły.
Harry od razu został otoczony kręgiem dziewcząt, razem z Louisem i Zaynem, co trochę mnie uspokoiło. Addie wycierpiała mój uścisk, lecz nie wyglądało na to, by się jej podobało.
- Trzymaj się z dala od Harry'ego. Przynosi niezłe kłopoty.
- Czemu cię obchodzi, z kim się zadaję? - Syknęła, uwalniając rękę spod mojej; jej wzrok był jak lód. Przyjrzałem się jej, ciskając pięścią w szafki i mocno zaciskając zęby.
- Nie obchodzi mnie. Jesteś tak kurewsko uparta, więc jeśli kiedyś przybiegniesz z płaczem do domu, to już nie moja, do cholery, wina. I nie mów, że cię nie ostrzegałem. Bo tamten tłumek nie jest już tak miły jak ja.
- Ty nie jesteś ani trochę miły. Dopiero się tu wprowadziłam, a już nie cierpię twojej obecności. - Odparła zimno, oglądając mnie.
Skrzyżowałem ramiona, oglądając ją; jej oczy, koloru klonu, teraz jasne, niczym miód w porównaniu z jej opaloną skórą.
- Jesteś snobistyczną, ignorancką szmatą, wiesz?
Jej wargi rozchyliły się szeroko z szokiem, ja wzruszyłem ramionami, ruszając wzdłuż korytarza, widząc dziewczyny przyglądające mi się, wtedy na moje usta wkradł się flirtujący uśmieszek.
Może dziś wcale nie będzie tak źle.
Przeszedłem obok grupy dziwkarskich blondynek, ze spódniczkami podciąganymi coraz wyżej i pokazującymi ich tyłki, a ich szkolne, białe podkolanówki sprawiały, że wyglądały jeszcze bardziej apetycznie.
- Hej, Niall - odezwała się liderka, Tiffany Asher, trzepocząc sztucznymi rzęsami i wydymając bordowe usta.
Tiffany Asher była największą dziwką całej szkoły, zawsze wymyślała nowe plotki na temat tych dobrych dziewczyn, i oceniała każdego faceta.
Była zbyt łatwa, lecz trudno było mieć ją dla siebie, bo w każdym tygodniu umawiała się z innym chłopakiem. Miała też dwie "przyjaciółki", Amber Christopher i Chanel Hamberly; ich trójka aż zbyt dobrze się dogadywała, zawsze zgadzając się ze wszystkim co mówiła Tiffany, niczym szczeniaczki.
Było to jednak trochę zabawne, bo wcześniej byłem z każdą z nich, gdy jeszcze rozpaczałem po śmierci rodziców.
Zatrzymałem się, posyłając im uśmieszki; owinąłem ramię wokół talii Tiffany całując ją, jej usta były pulchne i śliskie, ale jednak, całowałem ją.
Może było to przyjemne, w jakiś dziwny sposób; lecz zastanawiałem się, czy nie lepiej byłoby całować A-
Nie. Nie myślałem teraz o Addie. Nie w taki sposób.
Całowałem Tiffany coraz namiętniej, próbując zapomnieć o Addie, dopóki Tiffany nie rozłączyła naszych ust zjeżdżając dłonią wzdłuż mojej klatki piersiowej.
- Spokojnie, Niall, kochanie. Następnym razem.
Puściłem jej oczko, łapiąc ją pod rękę i prowadząc korytarzem, mijając wszystkich z uśmiechami i spojrzeniami, jakbyśmy występowali w pokazie mody, a inni byli naszą publicznością.
Ale dla mnie nie ma dnia, gdy nie czuję się lepszy od reszty...
piątek, 13 lutego 2015
To nie jest mój dom...
Adele's POV
Wewnątrz domu było lepiej niż na zewnątrz. Ludzie opierali się o ściany, palili papierosy i jointy, aż pokój był mglisty od dymu. Alkohol znajdował się wszędzie. Było tak gorąco, że aż czułam jak sukienka zaczyna się do mnie przyklejać. Wiele osób powie, że to nie jest zabawa, to marne i tyle, ale hej, to jedna noc, która pomaga mi wyłączyć moje myśli i trzymać je z dala od mojej mamy. Od wszystkiego. Usiedliśmy na kanapie. Moje małe ciało usadowiło się pomiędzy muskularnymi ciałami Harry'ego i Louisa. Harry trzymał w ręce butelkę piwa, podczas gdy ja trzymałam czerwony kieliszek po brzegi napełniony tanią wódką.
- Chcesz zatańczyć lovey Dovey? - Louis wyglądał niewyraźnie. Miał przekrwione oczy, kiedy nagle wstał. Uśmiechnął się, po czym chwyciłam jego rękę. Harry obserwował nas, popijając piwo. Prawdopodobnie oglądał tyłki dziewczyn, nie mniej. Louis zaciągnął mnie na parkiet, trzymając w pasie, kiedy tańczyliśmy. Muzyka całkowicie pozbawiła mnie zmysłów, kołysząc moje piersi i trzymając moje myśli od tego, że Louis ociera się o mnie podczas tańca. Sprawdziłam pokój. Niall pociągnął za rozczochrane włosy i usiadł obok Harry'ego. Dziewczyna siedziała na jego kolanach, tańcząc na nich. Moje myśli były pochmurne, a moje emocje były zajechane. Po prostu tańczyłam nic nie czując, bo moje ciało było tak zdrętwiałe, że niemal bolesne. Ale niemal natychmiast stało się zbyt gorąco. Moje ciało stało się zbyt świadome, kiedy żółć wzrastała mi w gardle. Musiałam wyjść. Opuściłam Louisa i udałam się po schodach. Na szczęście znalazłam łazienkę, kiedy resztki mojego żołądka zaczęły się wylewać do toalety. Podłoga była chłodna. Oparłam głowę o ścianę, zamykając zmęczone oczy, kiedy moja głowa wbijała się w ścianę, a ciało niemal czułam, że jest odłączone ode mnie. Było po prostu zbyt gorąco, a ja nie mogłam oddychać lub myśleć, a nawet czuć, bo wszystko odwracał ból, który mnie ogarnął. Otwarte drzwi zaskrzypiały, a dziewczyna jęknęła, gdy mnie zobaczyła. Szybko się zbliżyła, zamykając drzwi. Tylko ja mam takie pierdolone szczęście. Jej czarne włosy były ułożone w brudny kok na czubku głowy, rzęsy pokryte warstwami tuszu do rzęs. Jej ciało okryte było czerwoną sukienką, która wykraczał poza jej eleganckie, opalone nogi. Usiadła naprzeciw mnie, wyciągając nogi i wzdychając cicho.
- Jestem Kathryn Banks, ale wolę Kat. Po prostu tu przyszłaś? Nie wyglądasz znajomo.
- Przeniosłam się dzisiaj w sumie. - prychnęłam, prostując się nieco.
- Zły dzień się już zakończył co? Gdzie mieszkasz? W okolicy?
- Przy drodze. Z Niallem Horanem. - zaczęła dyszeć, tworząc na ustach literę "O", zanim je mocno zamknęła. Zaczęła mnie skanować.
- Niall jest... interesującym facetem. Nie jest zbyt bystry, ale uwierz mi, że serio jest dobrym kochankiem. Jak ci się udało w to wplątać? - westchnęłam, pocierając skronie.
- Moja mama poślubiła jego wujka lub kimkolwiek tam jest.
- Masz na myśli Gerarda? Gerard nie jest nawet jakkolwiek związany z Niallem. Pewnie nie powinnam ci opowiadać teraz całej historii. To mogłoby jeszcze bardziej zrujnować twój dzień. Może Niall ci powie. Ewentualnie. Ale powinnaś wrócić do domu. Naprawdę, wyglądasz jak gówno.
- Dzięki. - mruknęłam. Wstała, uśmiechając się do mnie. Jej postać góruje nade mną.
- Jestem Adele, tak przy okazji. - wymamrotałam cicho. Skinęłam głową, wręczając mi kawałek papieru, po czym odwróciła się dumnie w kierunku drzwi. Zamknęłam je delikatnie za nią, po czym odchyliłam głowę do tyłu do fajnych płytek ściennych. Po chwili pomyślałam, że zasnęłam. Nic nie słyszałam, a moje myśli były tak spokojne, że aż tego nie chciałam. Ale uścisnęła mnie dłoń, nie pozwalając spać. Zielone tęczówki Harry'ego spotkały się z moimi oczami.
- Widziałem jak biegłaś po schodach. Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku, ale wyglądasz jak gówno, więc może powinienem przyjść wcześniej? - skinęłam głową, a on uśmiechnął się przepraszająco, przesuwając ręce pode mnie i podnosząc mnie z łatwością jakbym była pustą skrzynią. Udał się w dół po schodach, gdzie stali Louis i Niall. Ich twarze pochłonięte były śmiechem i słowami. Skupiałam się na ich rozmowie, aż w końcu zasnęłam. Moje uszy słyszały krzyk Nialla zanim się zsunęłam, będąc zbyt zmęczona. Koszmary mną zawładnęły i nie mogłam zasnąć. Podskoczyłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że byłam z powrotem w swoim pokoju. Moja sukienka leżała niedbale na brzegu łóżka, a moje ciało ubrane było tylko w koszulce. Głowa mi nieźle nawalała. Nieznany, ale znajomy pokój, który był teraz moim domem. I w dodatku nie chcę tu być. I nigdy nie będę chciała. Kiedykolwiek.
Wewnątrz domu było lepiej niż na zewnątrz. Ludzie opierali się o ściany, palili papierosy i jointy, aż pokój był mglisty od dymu. Alkohol znajdował się wszędzie. Było tak gorąco, że aż czułam jak sukienka zaczyna się do mnie przyklejać. Wiele osób powie, że to nie jest zabawa, to marne i tyle, ale hej, to jedna noc, która pomaga mi wyłączyć moje myśli i trzymać je z dala od mojej mamy. Od wszystkiego. Usiedliśmy na kanapie. Moje małe ciało usadowiło się pomiędzy muskularnymi ciałami Harry'ego i Louisa. Harry trzymał w ręce butelkę piwa, podczas gdy ja trzymałam czerwony kieliszek po brzegi napełniony tanią wódką.
- Chcesz zatańczyć lovey Dovey? - Louis wyglądał niewyraźnie. Miał przekrwione oczy, kiedy nagle wstał. Uśmiechnął się, po czym chwyciłam jego rękę. Harry obserwował nas, popijając piwo. Prawdopodobnie oglądał tyłki dziewczyn, nie mniej. Louis zaciągnął mnie na parkiet, trzymając w pasie, kiedy tańczyliśmy. Muzyka całkowicie pozbawiła mnie zmysłów, kołysząc moje piersi i trzymając moje myśli od tego, że Louis ociera się o mnie podczas tańca. Sprawdziłam pokój. Niall pociągnął za rozczochrane włosy i usiadł obok Harry'ego. Dziewczyna siedziała na jego kolanach, tańcząc na nich. Moje myśli były pochmurne, a moje emocje były zajechane. Po prostu tańczyłam nic nie czując, bo moje ciało było tak zdrętwiałe, że niemal bolesne. Ale niemal natychmiast stało się zbyt gorąco. Moje ciało stało się zbyt świadome, kiedy żółć wzrastała mi w gardle. Musiałam wyjść. Opuściłam Louisa i udałam się po schodach. Na szczęście znalazłam łazienkę, kiedy resztki mojego żołądka zaczęły się wylewać do toalety. Podłoga była chłodna. Oparłam głowę o ścianę, zamykając zmęczone oczy, kiedy moja głowa wbijała się w ścianę, a ciało niemal czułam, że jest odłączone ode mnie. Było po prostu zbyt gorąco, a ja nie mogłam oddychać lub myśleć, a nawet czuć, bo wszystko odwracał ból, który mnie ogarnął. Otwarte drzwi zaskrzypiały, a dziewczyna jęknęła, gdy mnie zobaczyła. Szybko się zbliżyła, zamykając drzwi. Tylko ja mam takie pierdolone szczęście. Jej czarne włosy były ułożone w brudny kok na czubku głowy, rzęsy pokryte warstwami tuszu do rzęs. Jej ciało okryte było czerwoną sukienką, która wykraczał poza jej eleganckie, opalone nogi. Usiadła naprzeciw mnie, wyciągając nogi i wzdychając cicho.
- Jestem Kathryn Banks, ale wolę Kat. Po prostu tu przyszłaś? Nie wyglądasz znajomo.
- Przeniosłam się dzisiaj w sumie. - prychnęłam, prostując się nieco.
- Zły dzień się już zakończył co? Gdzie mieszkasz? W okolicy?
- Przy drodze. Z Niallem Horanem. - zaczęła dyszeć, tworząc na ustach literę "O", zanim je mocno zamknęła. Zaczęła mnie skanować.
- Niall jest... interesującym facetem. Nie jest zbyt bystry, ale uwierz mi, że serio jest dobrym kochankiem. Jak ci się udało w to wplątać? - westchnęłam, pocierając skronie.
- Moja mama poślubiła jego wujka lub kimkolwiek tam jest.
- Masz na myśli Gerarda? Gerard nie jest nawet jakkolwiek związany z Niallem. Pewnie nie powinnam ci opowiadać teraz całej historii. To mogłoby jeszcze bardziej zrujnować twój dzień. Może Niall ci powie. Ewentualnie. Ale powinnaś wrócić do domu. Naprawdę, wyglądasz jak gówno.
- Dzięki. - mruknęłam. Wstała, uśmiechając się do mnie. Jej postać góruje nade mną.
- Jestem Adele, tak przy okazji. - wymamrotałam cicho. Skinęłam głową, wręczając mi kawałek papieru, po czym odwróciła się dumnie w kierunku drzwi. Zamknęłam je delikatnie za nią, po czym odchyliłam głowę do tyłu do fajnych płytek ściennych. Po chwili pomyślałam, że zasnęłam. Nic nie słyszałam, a moje myśli były tak spokojne, że aż tego nie chciałam. Ale uścisnęła mnie dłoń, nie pozwalając spać. Zielone tęczówki Harry'ego spotkały się z moimi oczami.
- Widziałem jak biegłaś po schodach. Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku, ale wyglądasz jak gówno, więc może powinienem przyjść wcześniej? - skinęłam głową, a on uśmiechnął się przepraszająco, przesuwając ręce pode mnie i podnosząc mnie z łatwością jakbym była pustą skrzynią. Udał się w dół po schodach, gdzie stali Louis i Niall. Ich twarze pochłonięte były śmiechem i słowami. Skupiałam się na ich rozmowie, aż w końcu zasnęłam. Moje uszy słyszały krzyk Nialla zanim się zsunęłam, będąc zbyt zmęczona. Koszmary mną zawładnęły i nie mogłam zasnąć. Podskoczyłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że byłam z powrotem w swoim pokoju. Moja sukienka leżała niedbale na brzegu łóżka, a moje ciało ubrane było tylko w koszulce. Głowa mi nieźle nawalała. Nieznany, ale znajomy pokój, który był teraz moim domem. I w dodatku nie chcę tu być. I nigdy nie będę chciała. Kiedykolwiek.
niedziela, 1 lutego 2015
Ostra impreza!
Adele's POV
Moja mama była bardzo szczera w związku z tą sprawą; tym, że tkwię w domu z Niallem i jego wujkiem czy coś takiego. Chodnik uginał się pod moimi krokami tak jak złamane uczucia wypełniające moją klatkę piersiową. Dusi mnie to, że czuję się samotna będąc z nim. Drzwi garażowe wolno zaskrzypiały, sygnalizując, że są otwarte. W środku stał czarny, elegancki motocykl. Czarny kask położony był obok niego. Niall przeszedł obok mnie, podnosząc go. Jego dobrze zbudowana sylwetka usiadła na motocyklu, włączając silnik i kopiąc jednocześnie w moje nerwy. Dlaczego tutaj byłam i dlaczego on to robi? Niall przyglądał mi się, odchrząkując i przewracając oczami niecierpliwie, trzymając kask w powietrzu.
- Idziesz czy nie? Wolałbym nie, ale ty musisz być jeszcze bardziej irytująca, prawda?
- Ty prowadzisz? Motocykl? Czy to nie jest niebezpieczne? Na przykład, możesz mieć wypadek, ponieważ samochód nie będzie widział czarnej farby i...
- Jeśli nie chcesz się tam dostać na tym motocyklu, przysięgam na Boga, zostawię cię tu. Wtedy nadal możesz myśleć jak "niebezpieczny" jestem i jak niebezpieczne to jest, ponieważ mnie to nie obchodzi. - zakręciłam kosmyk włosów i niepewnie usiadłam za nim. Moje ręce zaczęły się trząść, gdy podawał mi kask.
- Włóż go, Spazz. Nie chciałabyś być teraz przecież w niebezpieczeństwie. - prychnął, wkładając kask na głowę. Oparłam ręce na ramionach Nialla. Odwrócił się, patrząc na mnie. Uniósł brew pytająco.
- Nie mogę jeździć z twoimi rękami na moich ramionach. Spadniesz.
- Ale... - wzruszył ramionami zanim moje ręce znalazły się na jego talii. Przełknął bardzo głośno ślinę. Kopnął motocykl, przywołując go do życia, a on huknął jak ryk szalejącego zwierzęcia na co moje ciało się wzdrygnęło, a Niall zachichotał.
- Nigdy nie byłaś na motocyklu, miałem rację frajerko?
- Możesz przestać mnie tak bezsensownie nazywać. Jestem Addie. Dziękuję bardzo.
- Tak naprawdę jesteś Adele, nie Addie. Dlaczego używasz takiego dziwnego pseudonimu dla Adele, kiedy ludzie mogą cię po prostu nazywać Adele i nie zawracać sobie głowy?
- Ponieważ nie lubię mojego imienia. Teraz jazda. - mruknął, gładząc palcami po kierownicy, po czym odwrócił się w stronę pojazdu.
- Tak jest, wasza wysokość. - uczucie, które czułam, kiedy jechałam motocyklem, było przytłaczające. Na szczęście nie założyłam nadmuchiwanej, zielonej sukienki. W innym wypadku, ludzie bardzo łatwo zauważyliby moją bieliznę. Niall prowadził z wdziękiem, a adrenalina głośno gotowała się w moich żyłach. Słyszałam dźwięk perkusji w uszach, a moje włosy, pomimo kasku, leciały do tyłu. Czułam się niekomfortowo w obcasach i sukience; jakbym była księżniczką w sukni podczas jazdy z księciem podobnym do Nialla. Co! Dlaczego to powiedziałam?! Niall pociągnął za motocykl, aby go zatrzymać, a opony przewróciły się na małe skały, które były w rozsypce. Dom przede mną był ogromny, otoczony ogrodzeniem jak kokon, a z środka leciała wybuchowa muzyka, co spowodowało mój ból głowy i klatki piersiowej. Nie byłam przyzwyczajona do tego. Używałam alkoholu tylko w ekstremalnych sytuacjach. Zeskoczyłam z motocykla, zdejmując kask i przeczesując swoje włosy, kiedy dwóch gości zagwizdało jak wilki za mną. Niall kroczył obok mnie, zostawiając mnie nagle samą niezgrabnie podchodząc do motocykla. Po chwili wszedł do domu, zostawiając mnie kompletnie samą. Tak się skończyły słowa mojej matki "miej na nią oko". Chłopcy, którzy gwizdali jak wilki, podeszli do mnie. Jeden miał brązowe włosy i niebieskie oczy, a drugi kręcone, brązowe włosy i zielone oczy. Oboje byli umięśnieni i szczupli. Tatuaże ozdabiały ich ciała.
- Przyjechałaś tu z Niallem Horanem. - chłopak z kręconymi włosami zadrwił. Jego zielone oczy przebiegły przez moje ciało. Tak samo jak oczy Nialla.
- O co chodzi? - chłopcy obaj spojrzeli na siebie, uśmiechając się, a ja podniosłam pytająco brew.
- Cóż... - zapytałam. Moje pytanie nie dostało odpowiedzi
- Jesteśmy jego przyjaciółmi. On się nie umawia, ale.... to musi być dla niego nowe, biorąc pod uwagę, jak gorącą dziewczynę przywiózł ze sobą. Jestem rzeczywiście bardzo zainteresowany. - chłopak w kręconych włosach wymruczał, mrugając do mnie.
- My się nie... umawiamy. Ledwo się znamy.
- Więc dlaczego jechałaś na tyłach jego motocykla? - chłopak z niebieskimi oczami skomentował, wskazując na elegancki, czarny motocykl za mną.
- Jego wuj kazał mnie tu zabrać, więc tak zrobił. - oboje wybuchnęli śmiechem, ukazując białe, lśniące zęby.
- Dobra dziewczynka. Nie przedstawiłem się prawda? Jestem Harry. - chłopak w kręconych włosach przedstawił się, wyciągając do mnie rękę. Uścisnęłam ją.
- A ja jestem Louis. - powiedział drugi. Przytulanie go było niezręczne. Jego koszula pachniała jak mieszanka wody kolońskiej i wody po goleniu.
- Jestem Adele, ale wolę Addie.
- Ale Adele to piękne imię. Dlaczego chcesz go skracać? - wzruszyłam ramionami, uśmiechając się nieśmiało, kiedy oboje wzięli mnie za ręce. Harry moją lewą, a Louis prawą, zwijając swoje silne ramiona wokół moich nadgarstków.
- Więc, chodźmy na imprezę, okej? Pijesz? - zapytał Louis, ciągnąc mnie do przodu delikatnie, kiedy Harry pochylił się, aby nas słuchać.
- Tak, piję. - oboje uśmiechnęli się bezczelnie.
- Lubię tą dziewczynę. Ma odwagę. - Harry powiedział, szturchając mnie w ramię i mrugając do mnie. Moje obcasy wcinały się już w moje stopy, ale nie obchodzi mnie to. Nie boli to tak bardzo jak zwykle. Harry i Louis wciągnęli mnie do środka, a ja zatraciłam się wśród spoconych ciał różnych osób. Pokój cuchnął alkoholem i narkotykami i poczułam się nawet lepiej niż na zewnątrz. Nieco lepiej.
_______________________________________________________
Komentarze mile widziane i do następnego rozdziału :)
Moja mama była bardzo szczera w związku z tą sprawą; tym, że tkwię w domu z Niallem i jego wujkiem czy coś takiego. Chodnik uginał się pod moimi krokami tak jak złamane uczucia wypełniające moją klatkę piersiową. Dusi mnie to, że czuję się samotna będąc z nim. Drzwi garażowe wolno zaskrzypiały, sygnalizując, że są otwarte. W środku stał czarny, elegancki motocykl. Czarny kask położony był obok niego. Niall przeszedł obok mnie, podnosząc go. Jego dobrze zbudowana sylwetka usiadła na motocyklu, włączając silnik i kopiąc jednocześnie w moje nerwy. Dlaczego tutaj byłam i dlaczego on to robi? Niall przyglądał mi się, odchrząkując i przewracając oczami niecierpliwie, trzymając kask w powietrzu.
- Idziesz czy nie? Wolałbym nie, ale ty musisz być jeszcze bardziej irytująca, prawda?
- Ty prowadzisz? Motocykl? Czy to nie jest niebezpieczne? Na przykład, możesz mieć wypadek, ponieważ samochód nie będzie widział czarnej farby i...
- Jeśli nie chcesz się tam dostać na tym motocyklu, przysięgam na Boga, zostawię cię tu. Wtedy nadal możesz myśleć jak "niebezpieczny" jestem i jak niebezpieczne to jest, ponieważ mnie to nie obchodzi. - zakręciłam kosmyk włosów i niepewnie usiadłam za nim. Moje ręce zaczęły się trząść, gdy podawał mi kask.
- Włóż go, Spazz. Nie chciałabyś być teraz przecież w niebezpieczeństwie. - prychnął, wkładając kask na głowę. Oparłam ręce na ramionach Nialla. Odwrócił się, patrząc na mnie. Uniósł brew pytająco.
- Nie mogę jeździć z twoimi rękami na moich ramionach. Spadniesz.
- Ale... - wzruszył ramionami zanim moje ręce znalazły się na jego talii. Przełknął bardzo głośno ślinę. Kopnął motocykl, przywołując go do życia, a on huknął jak ryk szalejącego zwierzęcia na co moje ciało się wzdrygnęło, a Niall zachichotał.
- Nigdy nie byłaś na motocyklu, miałem rację frajerko?
- Możesz przestać mnie tak bezsensownie nazywać. Jestem Addie. Dziękuję bardzo.
- Tak naprawdę jesteś Adele, nie Addie. Dlaczego używasz takiego dziwnego pseudonimu dla Adele, kiedy ludzie mogą cię po prostu nazywać Adele i nie zawracać sobie głowy?
- Ponieważ nie lubię mojego imienia. Teraz jazda. - mruknął, gładząc palcami po kierownicy, po czym odwrócił się w stronę pojazdu.
- Tak jest, wasza wysokość. - uczucie, które czułam, kiedy jechałam motocyklem, było przytłaczające. Na szczęście nie założyłam nadmuchiwanej, zielonej sukienki. W innym wypadku, ludzie bardzo łatwo zauważyliby moją bieliznę. Niall prowadził z wdziękiem, a adrenalina głośno gotowała się w moich żyłach. Słyszałam dźwięk perkusji w uszach, a moje włosy, pomimo kasku, leciały do tyłu. Czułam się niekomfortowo w obcasach i sukience; jakbym była księżniczką w sukni podczas jazdy z księciem podobnym do Nialla. Co! Dlaczego to powiedziałam?! Niall pociągnął za motocykl, aby go zatrzymać, a opony przewróciły się na małe skały, które były w rozsypce. Dom przede mną był ogromny, otoczony ogrodzeniem jak kokon, a z środka leciała wybuchowa muzyka, co spowodowało mój ból głowy i klatki piersiowej. Nie byłam przyzwyczajona do tego. Używałam alkoholu tylko w ekstremalnych sytuacjach. Zeskoczyłam z motocykla, zdejmując kask i przeczesując swoje włosy, kiedy dwóch gości zagwizdało jak wilki za mną. Niall kroczył obok mnie, zostawiając mnie nagle samą niezgrabnie podchodząc do motocykla. Po chwili wszedł do domu, zostawiając mnie kompletnie samą. Tak się skończyły słowa mojej matki "miej na nią oko". Chłopcy, którzy gwizdali jak wilki, podeszli do mnie. Jeden miał brązowe włosy i niebieskie oczy, a drugi kręcone, brązowe włosy i zielone oczy. Oboje byli umięśnieni i szczupli. Tatuaże ozdabiały ich ciała.
- Przyjechałaś tu z Niallem Horanem. - chłopak z kręconymi włosami zadrwił. Jego zielone oczy przebiegły przez moje ciało. Tak samo jak oczy Nialla.
- O co chodzi? - chłopcy obaj spojrzeli na siebie, uśmiechając się, a ja podniosłam pytająco brew.
- Cóż... - zapytałam. Moje pytanie nie dostało odpowiedzi
- Jesteśmy jego przyjaciółmi. On się nie umawia, ale.... to musi być dla niego nowe, biorąc pod uwagę, jak gorącą dziewczynę przywiózł ze sobą. Jestem rzeczywiście bardzo zainteresowany. - chłopak w kręconych włosach wymruczał, mrugając do mnie.
- My się nie... umawiamy. Ledwo się znamy.
- Więc dlaczego jechałaś na tyłach jego motocykla? - chłopak z niebieskimi oczami skomentował, wskazując na elegancki, czarny motocykl za mną.
- Jego wuj kazał mnie tu zabrać, więc tak zrobił. - oboje wybuchnęli śmiechem, ukazując białe, lśniące zęby.
- Dobra dziewczynka. Nie przedstawiłem się prawda? Jestem Harry. - chłopak w kręconych włosach przedstawił się, wyciągając do mnie rękę. Uścisnęłam ją.
- A ja jestem Louis. - powiedział drugi. Przytulanie go było niezręczne. Jego koszula pachniała jak mieszanka wody kolońskiej i wody po goleniu.
- Jestem Adele, ale wolę Addie.
- Ale Adele to piękne imię. Dlaczego chcesz go skracać? - wzruszyłam ramionami, uśmiechając się nieśmiało, kiedy oboje wzięli mnie za ręce. Harry moją lewą, a Louis prawą, zwijając swoje silne ramiona wokół moich nadgarstków.
- Więc, chodźmy na imprezę, okej? Pijesz? - zapytał Louis, ciągnąc mnie do przodu delikatnie, kiedy Harry pochylił się, aby nas słuchać.
- Tak, piję. - oboje uśmiechnęli się bezczelnie.
- Lubię tą dziewczynę. Ma odwagę. - Harry powiedział, szturchając mnie w ramię i mrugając do mnie. Moje obcasy wcinały się już w moje stopy, ale nie obchodzi mnie to. Nie boli to tak bardzo jak zwykle. Harry i Louis wciągnęli mnie do środka, a ja zatraciłam się wśród spoconych ciał różnych osób. Pokój cuchnął alkoholem i narkotykami i poczułam się nawet lepiej niż na zewnątrz. Nieco lepiej.
_______________________________________________________
Komentarze mile widziane i do następnego rozdziału :)
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Adele jest wrzodem na tyłku....
Niall's POV
Lubiłem, kiedy w domu było cicho. Lubiłem, kiedy mogłem pomyśleć i oddychać bez poczucia klaustrofobii w moim własnym pokoju. Byłem wściekły. Wściekły za to, że mój "wujek" przyprowadził do domu kobietę i nie powiedział mi o tym. Była irytującą, upartą, ale także piękną dziewczyną. Moje ręce pobiegły przez spocone, rozczochrane włosy, kiedy patrzyłem na ścianę. Przewijały się cicho poprzez tekst na telefonie, słuchając jednocześnie Addie w korytarzu. Mój telefon zaczął wibrować na łóżku, wyrywając mnie z moich myśli. Sięgnąłem po małe urządzenie, a na nim pojawiła się nazwa mojego najlepszego przyjaciela, Harry'ego.
- Siema - wymamrotałem. Mój głos krzyknął ze złością jak wtedy na matkę Addie, że nie chcę, aby tu były.
- Hej Niall, chłopie.
- Co się dzieje Harry? - mruknąłem, siedząc na końcu kanapy.
- Chcesz wyjść wieczorem? Kimberly organizuje wielką imprezę. Jestem podekscytowany. Zayn i dziewczyny też będą.
- Yyy.. okej. Oczywiście, Harry. Pozwól mi się tylko przebrać i coś zjeść, a spotkamy się tam okej?
- Tylko, żeby nie zajęło Ci to zbyt długo. Do zobaczenia później.
Odłożyłem słuchawkę, rzucając telefon na łóżko i ściągając koszulę z dżinsami. Drzwi zaskrzypiały, sygnalizując, że są otwarte.
- Niall, um..oh - odwróciłem się, patrząc na nią. Mała, drobna Addie stała w drzwiach z szeroko otwartymi oczami.
- Ty...uh.... Myślisz, że kim jesteś?! Wpierdalasz się do mojego pokoju jakby kurwa był Twój! Wynoś się stąd! Nie wolno Ci tutaj być! - syknąłem, trzaskając jej drzwiami tuż przed twarzą, gdy chciała coś powiedzieć. Odetchnąłem, wracając do szafy. Zarzuciłem ciemne dżinsy, ciemną koszule, ułożyłem moje rozczochrane włosy w seksowny sposób i ubrałem czarne Nike. Schowałem telefon do kieszeni i wyszedłem. Zamknąłem zamek w drzwiach mojej sypialni i podążyłem w dół schodami. Gerard stał z dwoma dziewczynami. Twarz Adele z wyrazem pustym i smutnym, gdy jadła spokojnie, Gerard i kobieta byli roześmiani.
- Hej, Gerard? - wszyscy spojrzeli w moim kierunku, a ja przełknąłem ostrożnie ślinę, zerkając przed siebie w oczy Gerarda.
- Idę na imprezę dzisiaj wieczorem. Nie wiem kiedy będę w domu. Prawdopodobnie za dwa, może trzy dni? - kobieta odłożyła widelec, zerkając na Gerarda przed powrotem na mnie.
- Myślę, że nie powinieneś jechać na imprezę. Nie masz siedemnastu lat jak moja córka Addie. Nie będziesz robił nieprzemyślanych rzeczy przez całą noc, prawda Neil? - zacisnąłem zęby równocześnie zaciskając pięści po obu stronach. Mogłem poczuć moje płonące oczy.
- Słuchaj panienko, nawet nie wiem kim jesteś. Szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć. Jesteś teraz w moim i Gerarda domu i myślisz sobie, że po prostu możesz być sobie moją matką? Po prostu się tutaj przeprowadziłaś i myślisz, że możesz sobie rozkazywać? Cóż, jakby ci to powiedzieć, nie znasz mnie i nie próbuj mnie poznawać rozumiesz? A tak przy okazji to Niall! - spojrzała na mnie z powrotem. Twarz Addie stała się zupełnie blada i wyglądało to dziwnie na jej opalonej skórze. Gerard spojrzał na mnie dziwnie, ale później spojrzał na Addie tak jak ja.
- W porządku, Niall. Jeśli jesteś takim twardzielem, to zabierzesz Addie ze sobą na imprezę. Porozmawiamy o tym po powrocie do domu.
- Nie, ja nie...- Addie próbowała mówić, ale Gerard podniósł rękę, uciszając ją. Wstał.
- Ty i ona potrzebujecie zacieśnić więzi. Jeśli mieszkacie pod jednym dachem, to lepiej zacznij być odpowiedzialnym człowiekiem i dorośnij. Zabierz Addie i bez dyskusji. Opuściłeś kolację, pewnie dlatego, że rozmawiałeś z Harry'm, mam rację?
- Gerard...
- Weź Addie ze sobą. Nie powiem tego ponownie. A ta kobieta, że tak agresywnie już mówisz, to Natalie. Bądź miły. Ona również będzie teraz tutaj mieszkała. - westchnąłem, wzruszając ramionami, kiedy Addie wstała od stołu. Stanęła cicho na podłodze. Kiedy wyminęła mnie, jej owocowe perfumy uderzyły w moje zmysły. To było zbyt dużo perfum, jakbym tonął w soku owocowym. Rozbolała mnie od tego głowa. Patrzyłem jak Addie idzie po schodach na górę, czekając cierpliwie przed drzwiami. Stukałem nogą o wykładzinę, słysząc tylko jak szeleści w swoim pokoju. Czułem jak upływają godziny zanim w końcu drzwi się otworzyły, a moje oczy wypadły chyba z orbit. Addie była teraz w smukłej, czarnej sukience, która mocno przylegała do jej ciała podkreślając jej krzywe włosy opadające w fale pasujące do jej koronki na górze sukni. Pstryknęła palcami przed moją twarzą. Zamrugałem, prostując się.
- Przestań się gapić, Neil. Możesz zrobić zdjęcie. Będzie na dłużej. - mrugnęła, uśmiechając się tak dumnie jak tylko ona potrafi, sprawiając, że teraz to ja stałem się ofiarą żartów i sarkastycznych uwag tym razem. Odchrząknąłem i udałem się razem z nią w dół, a jej matka i Gerard obserwowali nas. Uśmieszek był widoczny na jego twarzy.
- Biegnijcie. Miłej zabawy. Miej oko na Addie. - spojrzałem na nią, a ona wysłała mi to samo, ciemne spojrzenie. Gerard i Natalie śmiali się, słysząc moje westchnięcia. Udaliśmy się do drzwi. Przysięgam, widziałem najbardziej pusty i smutny wyraz twarzy Addie. Odwróciła się w moją stronę i udaliśmy się do drzwi. Czułem się źle z jej powodu. Prawie źle.
- Siema - wymamrotałem. Mój głos krzyknął ze złością jak wtedy na matkę Addie, że nie chcę, aby tu były.
- Hej Niall, chłopie.
- Co się dzieje Harry? - mruknąłem, siedząc na końcu kanapy.
- Chcesz wyjść wieczorem? Kimberly organizuje wielką imprezę. Jestem podekscytowany. Zayn i dziewczyny też będą.
- Yyy.. okej. Oczywiście, Harry. Pozwól mi się tylko przebrać i coś zjeść, a spotkamy się tam okej?
- Tylko, żeby nie zajęło Ci to zbyt długo. Do zobaczenia później.
Odłożyłem słuchawkę, rzucając telefon na łóżko i ściągając koszulę z dżinsami. Drzwi zaskrzypiały, sygnalizując, że są otwarte.
- Niall, um..oh - odwróciłem się, patrząc na nią. Mała, drobna Addie stała w drzwiach z szeroko otwartymi oczami.
- Ty...uh.... Myślisz, że kim jesteś?! Wpierdalasz się do mojego pokoju jakby kurwa był Twój! Wynoś się stąd! Nie wolno Ci tutaj być! - syknąłem, trzaskając jej drzwiami tuż przed twarzą, gdy chciała coś powiedzieć. Odetchnąłem, wracając do szafy. Zarzuciłem ciemne dżinsy, ciemną koszule, ułożyłem moje rozczochrane włosy w seksowny sposób i ubrałem czarne Nike. Schowałem telefon do kieszeni i wyszedłem. Zamknąłem zamek w drzwiach mojej sypialni i podążyłem w dół schodami. Gerard stał z dwoma dziewczynami. Twarz Adele z wyrazem pustym i smutnym, gdy jadła spokojnie, Gerard i kobieta byli roześmiani.
- Hej, Gerard? - wszyscy spojrzeli w moim kierunku, a ja przełknąłem ostrożnie ślinę, zerkając przed siebie w oczy Gerarda.
- Idę na imprezę dzisiaj wieczorem. Nie wiem kiedy będę w domu. Prawdopodobnie za dwa, może trzy dni? - kobieta odłożyła widelec, zerkając na Gerarda przed powrotem na mnie.
- Myślę, że nie powinieneś jechać na imprezę. Nie masz siedemnastu lat jak moja córka Addie. Nie będziesz robił nieprzemyślanych rzeczy przez całą noc, prawda Neil? - zacisnąłem zęby równocześnie zaciskając pięści po obu stronach. Mogłem poczuć moje płonące oczy.
- Słuchaj panienko, nawet nie wiem kim jesteś. Szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć. Jesteś teraz w moim i Gerarda domu i myślisz sobie, że po prostu możesz być sobie moją matką? Po prostu się tutaj przeprowadziłaś i myślisz, że możesz sobie rozkazywać? Cóż, jakby ci to powiedzieć, nie znasz mnie i nie próbuj mnie poznawać rozumiesz? A tak przy okazji to Niall! - spojrzała na mnie z powrotem. Twarz Addie stała się zupełnie blada i wyglądało to dziwnie na jej opalonej skórze. Gerard spojrzał na mnie dziwnie, ale później spojrzał na Addie tak jak ja.
- W porządku, Niall. Jeśli jesteś takim twardzielem, to zabierzesz Addie ze sobą na imprezę. Porozmawiamy o tym po powrocie do domu.
- Nie, ja nie...- Addie próbowała mówić, ale Gerard podniósł rękę, uciszając ją. Wstał.
- Ty i ona potrzebujecie zacieśnić więzi. Jeśli mieszkacie pod jednym dachem, to lepiej zacznij być odpowiedzialnym człowiekiem i dorośnij. Zabierz Addie i bez dyskusji. Opuściłeś kolację, pewnie dlatego, że rozmawiałeś z Harry'm, mam rację?
- Gerard...
- Weź Addie ze sobą. Nie powiem tego ponownie. A ta kobieta, że tak agresywnie już mówisz, to Natalie. Bądź miły. Ona również będzie teraz tutaj mieszkała. - westchnąłem, wzruszając ramionami, kiedy Addie wstała od stołu. Stanęła cicho na podłodze. Kiedy wyminęła mnie, jej owocowe perfumy uderzyły w moje zmysły. To było zbyt dużo perfum, jakbym tonął w soku owocowym. Rozbolała mnie od tego głowa. Patrzyłem jak Addie idzie po schodach na górę, czekając cierpliwie przed drzwiami. Stukałem nogą o wykładzinę, słysząc tylko jak szeleści w swoim pokoju. Czułem jak upływają godziny zanim w końcu drzwi się otworzyły, a moje oczy wypadły chyba z orbit. Addie była teraz w smukłej, czarnej sukience, która mocno przylegała do jej ciała podkreślając jej krzywe włosy opadające w fale pasujące do jej koronki na górze sukni. Pstryknęła palcami przed moją twarzą. Zamrugałem, prostując się.
- Przestań się gapić, Neil. Możesz zrobić zdjęcie. Będzie na dłużej. - mrugnęła, uśmiechając się tak dumnie jak tylko ona potrafi, sprawiając, że teraz to ja stałem się ofiarą żartów i sarkastycznych uwag tym razem. Odchrząknąłem i udałem się razem z nią w dół, a jej matka i Gerard obserwowali nas. Uśmieszek był widoczny na jego twarzy.
- Biegnijcie. Miłej zabawy. Miej oko na Addie. - spojrzałem na nią, a ona wysłała mi to samo, ciemne spojrzenie. Gerard i Natalie śmiali się, słysząc moje westchnięcia. Udaliśmy się do drzwi. Przysięgam, widziałem najbardziej pusty i smutny wyraz twarzy Addie. Odwróciła się w moją stronę i udaliśmy się do drzwi. Czułem się źle z jej powodu. Prawie źle.
__________________________________________________________
Kolejny rozdział za nami, powiedzcie co sądzicie w komentarzach :)
Kolejny rozdział za nami, powiedzcie co sądzicie w komentarzach :)
wtorek, 20 stycznia 2015
Miło mi Cię poznać, Adrian.
Addie's POV
Świt zaczął wspinać się ponad wysokie, niczym Mount Everest, drzewa, rozrzucając ciepłe, różowe i pomarańczowe promienie słońca pośród zieleni; moje ciało zaszyło się w dużym swetrze, który chronił mnie przed nagłymi zmianami temperatury jesieni w Waszyngtonie.
Dzisiaj przeprowadzaliśmy się w nowe, świeże miejsce; miejsce, które było zdecydowanie za chłodne w porównaniu do naszego dawnego, ciepłego miasteczka w Colorado.
Oparłam głowę o okno, zimne szkło dotykało mojego policzka; moje oczy starannie przyglądały się wschodzącemu słońcu kiedy moja mama kierowała swoim starym, srebrnym Traversem, który trochę grzechotał przez nasze niedokładne płatności.
- Przepraszam - mama mruknęła po raz bilionowy; jej policzki czerwieniły się z frustracji gdy próbowała przepchać samochód po nierównym terenie.
Razem z mamą musiałyśmy przejechać przez prawie cztery stany, żeby tu dojechać, więc myślę, że wiedziała, że zdążyłam przyzwyczaić się do podskakiwania auta.
- Mamo, w porządku - mruknęłam, wychylając głowę za okno, aby przyjrzeć się dokładnie zza przedniej szyby prawie milionom rzędów drzew przemykających obok nas.
- Cieszysz się?
Wzruszyłam ramionami, marszcząc brwi na dźwięk jej nagłego pytania. Naprawdę tego nie przemyślałam, to miał być nowy start, nowa, inna część mojego życia, zbliżała się ona coraz szybciej.
- Jeśli będzie lepiej niż dawniej, myślę że tak.
Mimo to, gdy o tym pomyślałam, wcale się nie cieszyłam. Nawet jeśli mój tata był uzależniony od brania, nigdy nie był dla mnie problemem.
Zawsze był obok mnie, patrząc jak dorastam; oduczył mnie robienia złych rzeczy, i przyłapywał mnie za każdym razem, gdy robiłam coś złego, nie mówiąc mamie. Sama już nie wiem, ile mieliśmy przed nią sekretów.
Było mi ogromnie trudno, gdy dowiedziałam się, że mama złożyła pozew o rozwód; to chyba trudne dla każdego, gdy rodzice siadają obok ciebie, i mówią to "spójrz, kochanie, nie potrafimy już dalej ze sobą być". Tak naprawdę, prawie zawsze to dzieci cierpią przy tym najbardziej, czując jak zawodzą któregoś z rodziców, wybierając tego drugiego.
- Nie brzmisz jakoś szczęśliwie. - Zauważyła mama, spoglądając na mnie kątem oka; jej piwne oczy były o wiele piękniejsze od moich zwykłych, o odcieniu klonu.
- Bo taka nie jestem, mamo. Nie jestem. Musiałam radzić sobie z twoimi problemami, z problemami taty, więc nie jestem szczęśliwa. Przepraszam.
Przełknęła ślinę, wdzięcznie kierując na pustej drodze, a jej dłonie zacisnęły się wokół kierownicy.
- Przy okazji, muszę ci coś powiedzieć.
- Hmm?
Auto przyspieszyło, ślizgając po drodze niczym katapulta, dopóki nie minęłyśmy znaku mówiącego "Witamy w Aberdeen, Waszyngton".
Jestem pewna, że na świecie nie ma osoby skrywającej tak ogromny entuzjazm jak ja...
Mama prowadziła cicho, o niczym później nie wspominając, dopóki nie skręciłyśmy w bardzo elegancką ulicę, gdzie domy były duże, piękne, i piętrzyły się nad nami jak statuy.
- Mamo, co my tu robimy - Spytałam ostrożnie. Wiedziałam dobrze, że nie miałyśmy pieniędzy na życie w ładnym domu, domu takim jak te. Mam na myśli, nie potrzebowałyśmy nawet takiej przestrzeni. Byłyśmy tylko my, żadnego rodzeństwa, bez taty, tylko ja i moja mama naprzeciw światu.
Zaparkowałyśmy obok wielkiej willi; był to dom koloru perły, z dokładnie ozdobionymi oknami i wiśniowymi drzwiami.
- Więc, Addie, skarbie, to jest niespodzianka. Nie będziemy mieszkać tylko my...same. Ja... poznałam mężczyznę, który zaproponował nam zamieszkanie razem z nim. Jest tylko on, i jego... Hm, to nawet nie jego siostrzeniec, bo nie są spokrewnieni, ale-"
- O czym ty mówisz... - szepnęłam, otwierając usta z niedowierzania; nie potrafiłam wydać z siebie żadnego dźwięku, gdy moja mama odpięła pas i uśmiechnęła się głupkowato.
- Niespodzianka?
Spojrzałam przez okno, potem z powrotem na dom; dwie wysokie postacie teraz wlokły się do naszego samochodu, jedna odsunięta nieco dalej od drugiej, która praktycznie biegła nam naprzeciw.
Mama objęła go, mężczyzna był widocznie wyższy od niej, gdy się pocałowali. Czułam jakby w moim brzuchu wszystko wiązało się w wielkie supły, lecz odpięłam swój pas i zapatrzyłam się znów w przednią szybę.
Więc, zaczynamy wszystko od początku. Nowi mężczyźni, nowi mężowie, nowe początki.
Dobry Boże, zabij mnie.
Pukanie w szybę sprawiło, że prawie wrzasnęłam. Z okna widziałam teraz twarz mojej mamy, oraz jej dłoń splecioną z dłonią mężczyzny. Wtedy z wahaniem opuściłam okno.
- Addie, masz zamiar wyjść i przedstawić się?
Spojrzałam się na człowieka, następnie na postać z tyłu; jego niebieskie oczy zupełnie wyrwały mnie z kontekstu, kiedy on przyglądając mi się uniósł brew, jakbym była cholerną królową głupoty.
- Addie. - mama spytała znów, przerywając moje rozmyślanie. Znów zapaliło się we mnie uczucie złości, wraz z supłami w moim brzuchu i przełyku.
Otworzyłam drzwi i wdzięcznie przeszłam obok niej, chwytając swoje torby i niechętnie sunąc wraz z nimi w stronę domu, gdy chłopak cicho podążał za mną z rękami w kieszeniach.
Nagle poczułam rękę na moim ramieniu, którą szybko i gwałtownie odepchnęłam; za sobą usłyszałam syk, jak dla mnie dość nienaturalny.
- Chciałem tylko otworzyć cholerne drzwi, ślimaku. Przestań panikować.
Zrobiłam głęboki wdech, a on przewrócił oczami, przekręcając zamek w drzwiach i otwierając je. Cicho wlokłam się za nim, o nic już nie pytając.
Weszłam do środka, a z moich ust mimowolnie wydało się ciche sapnięcie.
Wszystko było udekorowane na biało lub marmurowe, z wysoko umieszczonymi sufitami i eleganckimi żyrandolami; duże i szerokie okna wpuszczały do środka ciepłe promienie słońca, który uzupełniał całą dekorację iskrą perfekcji.
Wysokie, pokryte wykładziną spiralne schody były wykonane z ciemnego drewna i prowadziły na górę, gdzie chłopak zdążył już wejść.
Szybko go dogoniłam, targając swoje torby i potykając się o własne stopy, gdy wniosłam już wszystko do pomieszczenia.
Wydawało mi się, że jest tego za wiele.
Chłopak zatrzymał się przed eleganckimi, złoto-fioletowymi drzwiami, otwierając je szeroko i ukazując pokój trzy razy większy niż mój dawny, z dużym, królewskim łóżkiem i fioletową narzutą z eleganckimi, złotymi naszyciami. Garderoba była oddzielna, a także pusta, czekając na moje ubrania, wraz z oddzielnymi szafkami na buty i biżuterię.
Była także moja własna łazienka, z wielką, marmurową wanną z jacuzzi, oraz prysznic ze wskaźnikiem temperatury i drogimi masażerami; ogromne lustro, srebrny, porcelanowy zlew i sedes. W moim pokoju natomiast od razu zauważyłam duże biurko na wszelkie projekty, a na nim mój własny, ciemnofioletowy telefon.
- To jest, uh, twój pokój. A ty jesteś...
- Adele. Wolę Addie.
- Nikogo nie obchodzi co wolisz a czego nie, ale hej. Jestem Niall, ale wolę... Niall.
Ułożyłam bagaż na ziemi i posłałam mu piorunujące spojrzenie, na które ten odpowiedział przebiegłym uśmieszkiem.
- Dlaczego więc się ode mnie nie odpierdolisz, Niall.
- Rozpakuj się. Mógłbym równie dobrze iść stąd i pierdolić kogoś innego, co byłoby i tak o niebo lepsze od kiedykolwiek pierdolenia ciebie. Ale no, poczuj się jak w domu, Ad...Ade...Adrian"
- To męskie imię. Nie jestem facetem.
- Nie mów tego w szkole, mogłabyś się wpakować w niezłe gówno, kujonko. Możesz równie dobrze unieść nos i powiedzieć "nie jestem snobką", gdy, tak naprawdę, jesteś nią. To okropne, że jesteś w miarę gorąca.
Mimo, że nie chciałam się czerwienić, poczułam ciepło na moich policzkach; zacisnęłam zęby we frustracji, a jego uśmieszek wciąż rósł.
- Powiedziałem "w miarę" gorąca. Nie żebyś taka była. Jest mnóstwo dziewczyn gorętszych od ciebie.
- Próbujesz mnie zastraszyć? Zrobiłeś już wystarczająco. - warknęłam.
Wzruszył ramionami i wyszedł, na jego twarzy malował się wyraz zadowolenia. Pomachał mi, uśmiechając się.
- Też mi miło cię poznać, Adrian.
Po tym zatrzasnął drzwi, i mogę przysiąc, że cały dom zatrząsł się razem ze mną. Spadłam powoli na ogromne, od teraz moje łóżko.
Boże, już zdążyłam znienawidzić tego miejsca.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka, tak więc mamy pierwszy rozdział! Starałam się jak mogłam żeby wyszło ładnie, więc, mam nadzieję że wam się spodoba:) Drugi rozdział, jak i kolejne, będą się pojawiać mniej-więcej co tydzień. Liczymy na szczere komentarze, to też motywuje do dalszej pracy.Xx
Świt zaczął wspinać się ponad wysokie, niczym Mount Everest, drzewa, rozrzucając ciepłe, różowe i pomarańczowe promienie słońca pośród zieleni; moje ciało zaszyło się w dużym swetrze, który chronił mnie przed nagłymi zmianami temperatury jesieni w Waszyngtonie.
Dzisiaj przeprowadzaliśmy się w nowe, świeże miejsce; miejsce, które było zdecydowanie za chłodne w porównaniu do naszego dawnego, ciepłego miasteczka w Colorado.
Oparłam głowę o okno, zimne szkło dotykało mojego policzka; moje oczy starannie przyglądały się wschodzącemu słońcu kiedy moja mama kierowała swoim starym, srebrnym Traversem, który trochę grzechotał przez nasze niedokładne płatności.
- Przepraszam - mama mruknęła po raz bilionowy; jej policzki czerwieniły się z frustracji gdy próbowała przepchać samochód po nierównym terenie.
Razem z mamą musiałyśmy przejechać przez prawie cztery stany, żeby tu dojechać, więc myślę, że wiedziała, że zdążyłam przyzwyczaić się do podskakiwania auta.
- Mamo, w porządku - mruknęłam, wychylając głowę za okno, aby przyjrzeć się dokładnie zza przedniej szyby prawie milionom rzędów drzew przemykających obok nas.
- Cieszysz się?
Wzruszyłam ramionami, marszcząc brwi na dźwięk jej nagłego pytania. Naprawdę tego nie przemyślałam, to miał być nowy start, nowa, inna część mojego życia, zbliżała się ona coraz szybciej.
- Jeśli będzie lepiej niż dawniej, myślę że tak.
Mimo to, gdy o tym pomyślałam, wcale się nie cieszyłam. Nawet jeśli mój tata był uzależniony od brania, nigdy nie był dla mnie problemem.
Zawsze był obok mnie, patrząc jak dorastam; oduczył mnie robienia złych rzeczy, i przyłapywał mnie za każdym razem, gdy robiłam coś złego, nie mówiąc mamie. Sama już nie wiem, ile mieliśmy przed nią sekretów.
Było mi ogromnie trudno, gdy dowiedziałam się, że mama złożyła pozew o rozwód; to chyba trudne dla każdego, gdy rodzice siadają obok ciebie, i mówią to "spójrz, kochanie, nie potrafimy już dalej ze sobą być". Tak naprawdę, prawie zawsze to dzieci cierpią przy tym najbardziej, czując jak zawodzą któregoś z rodziców, wybierając tego drugiego.
- Nie brzmisz jakoś szczęśliwie. - Zauważyła mama, spoglądając na mnie kątem oka; jej piwne oczy były o wiele piękniejsze od moich zwykłych, o odcieniu klonu.
- Bo taka nie jestem, mamo. Nie jestem. Musiałam radzić sobie z twoimi problemami, z problemami taty, więc nie jestem szczęśliwa. Przepraszam.
Przełknęła ślinę, wdzięcznie kierując na pustej drodze, a jej dłonie zacisnęły się wokół kierownicy.
- Przy okazji, muszę ci coś powiedzieć.
- Hmm?
Auto przyspieszyło, ślizgając po drodze niczym katapulta, dopóki nie minęłyśmy znaku mówiącego "Witamy w Aberdeen, Waszyngton".
Jestem pewna, że na świecie nie ma osoby skrywającej tak ogromny entuzjazm jak ja...
Mama prowadziła cicho, o niczym później nie wspominając, dopóki nie skręciłyśmy w bardzo elegancką ulicę, gdzie domy były duże, piękne, i piętrzyły się nad nami jak statuy.
- Mamo, co my tu robimy - Spytałam ostrożnie. Wiedziałam dobrze, że nie miałyśmy pieniędzy na życie w ładnym domu, domu takim jak te. Mam na myśli, nie potrzebowałyśmy nawet takiej przestrzeni. Byłyśmy tylko my, żadnego rodzeństwa, bez taty, tylko ja i moja mama naprzeciw światu.
Zaparkowałyśmy obok wielkiej willi; był to dom koloru perły, z dokładnie ozdobionymi oknami i wiśniowymi drzwiami.
- Więc, Addie, skarbie, to jest niespodzianka. Nie będziemy mieszkać tylko my...same. Ja... poznałam mężczyznę, który zaproponował nam zamieszkanie razem z nim. Jest tylko on, i jego... Hm, to nawet nie jego siostrzeniec, bo nie są spokrewnieni, ale-"
- O czym ty mówisz... - szepnęłam, otwierając usta z niedowierzania; nie potrafiłam wydać z siebie żadnego dźwięku, gdy moja mama odpięła pas i uśmiechnęła się głupkowato.
- Niespodzianka?
Spojrzałam przez okno, potem z powrotem na dom; dwie wysokie postacie teraz wlokły się do naszego samochodu, jedna odsunięta nieco dalej od drugiej, która praktycznie biegła nam naprzeciw.
Mama objęła go, mężczyzna był widocznie wyższy od niej, gdy się pocałowali. Czułam jakby w moim brzuchu wszystko wiązało się w wielkie supły, lecz odpięłam swój pas i zapatrzyłam się znów w przednią szybę.
Więc, zaczynamy wszystko od początku. Nowi mężczyźni, nowi mężowie, nowe początki.
Dobry Boże, zabij mnie.
Pukanie w szybę sprawiło, że prawie wrzasnęłam. Z okna widziałam teraz twarz mojej mamy, oraz jej dłoń splecioną z dłonią mężczyzny. Wtedy z wahaniem opuściłam okno.
- Addie, masz zamiar wyjść i przedstawić się?
Spojrzałam się na człowieka, następnie na postać z tyłu; jego niebieskie oczy zupełnie wyrwały mnie z kontekstu, kiedy on przyglądając mi się uniósł brew, jakbym była cholerną królową głupoty.
- Addie. - mama spytała znów, przerywając moje rozmyślanie. Znów zapaliło się we mnie uczucie złości, wraz z supłami w moim brzuchu i przełyku.
Otworzyłam drzwi i wdzięcznie przeszłam obok niej, chwytając swoje torby i niechętnie sunąc wraz z nimi w stronę domu, gdy chłopak cicho podążał za mną z rękami w kieszeniach.
Nagle poczułam rękę na moim ramieniu, którą szybko i gwałtownie odepchnęłam; za sobą usłyszałam syk, jak dla mnie dość nienaturalny.
- Chciałem tylko otworzyć cholerne drzwi, ślimaku. Przestań panikować.
Zrobiłam głęboki wdech, a on przewrócił oczami, przekręcając zamek w drzwiach i otwierając je. Cicho wlokłam się za nim, o nic już nie pytając.
Weszłam do środka, a z moich ust mimowolnie wydało się ciche sapnięcie.
Wszystko było udekorowane na biało lub marmurowe, z wysoko umieszczonymi sufitami i eleganckimi żyrandolami; duże i szerokie okna wpuszczały do środka ciepłe promienie słońca, który uzupełniał całą dekorację iskrą perfekcji.
Wysokie, pokryte wykładziną spiralne schody były wykonane z ciemnego drewna i prowadziły na górę, gdzie chłopak zdążył już wejść.
Szybko go dogoniłam, targając swoje torby i potykając się o własne stopy, gdy wniosłam już wszystko do pomieszczenia.
Wydawało mi się, że jest tego za wiele.
Chłopak zatrzymał się przed eleganckimi, złoto-fioletowymi drzwiami, otwierając je szeroko i ukazując pokój trzy razy większy niż mój dawny, z dużym, królewskim łóżkiem i fioletową narzutą z eleganckimi, złotymi naszyciami. Garderoba była oddzielna, a także pusta, czekając na moje ubrania, wraz z oddzielnymi szafkami na buty i biżuterię.
Była także moja własna łazienka, z wielką, marmurową wanną z jacuzzi, oraz prysznic ze wskaźnikiem temperatury i drogimi masażerami; ogromne lustro, srebrny, porcelanowy zlew i sedes. W moim pokoju natomiast od razu zauważyłam duże biurko na wszelkie projekty, a na nim mój własny, ciemnofioletowy telefon.
- To jest, uh, twój pokój. A ty jesteś...
- Adele. Wolę Addie.
- Nikogo nie obchodzi co wolisz a czego nie, ale hej. Jestem Niall, ale wolę... Niall.
Ułożyłam bagaż na ziemi i posłałam mu piorunujące spojrzenie, na które ten odpowiedział przebiegłym uśmieszkiem.
- Dlaczego więc się ode mnie nie odpierdolisz, Niall.
- Rozpakuj się. Mógłbym równie dobrze iść stąd i pierdolić kogoś innego, co byłoby i tak o niebo lepsze od kiedykolwiek pierdolenia ciebie. Ale no, poczuj się jak w domu, Ad...Ade...Adrian"
- To męskie imię. Nie jestem facetem.
- Nie mów tego w szkole, mogłabyś się wpakować w niezłe gówno, kujonko. Możesz równie dobrze unieść nos i powiedzieć "nie jestem snobką", gdy, tak naprawdę, jesteś nią. To okropne, że jesteś w miarę gorąca.
Mimo, że nie chciałam się czerwienić, poczułam ciepło na moich policzkach; zacisnęłam zęby we frustracji, a jego uśmieszek wciąż rósł.
- Powiedziałem "w miarę" gorąca. Nie żebyś taka była. Jest mnóstwo dziewczyn gorętszych od ciebie.
- Próbujesz mnie zastraszyć? Zrobiłeś już wystarczająco. - warknęłam.
Wzruszył ramionami i wyszedł, na jego twarzy malował się wyraz zadowolenia. Pomachał mi, uśmiechając się.
- Też mi miło cię poznać, Adrian.
Po tym zatrzasnął drzwi, i mogę przysiąc, że cały dom zatrząsł się razem ze mną. Spadłam powoli na ogromne, od teraz moje łóżko.
Boże, już zdążyłam znienawidzić tego miejsca.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka, tak więc mamy pierwszy rozdział! Starałam się jak mogłam żeby wyszło ładnie, więc, mam nadzieję że wam się spodoba:) Drugi rozdział, jak i kolejne, będą się pojawiać mniej-więcej co tydzień. Liczymy na szczere komentarze, to też motywuje do dalszej pracy.Xx
sobota, 17 stycznia 2015
Prolog
"Mogłam zobaczyć te niebieskie kule mile stąd. Innymi słowy przeniknęły cię, każdy uduszony oddech w twoim gardle i były tak gęste od emocji, że kiedy spojrzałam, to było prawie jakbyś chciał także spojrzeć; ponownie, w te ogromne, okrągłe, niebieskie jak ocean oczy. Nie mogłam się odwrócić. Jakby każda część mojej duszy była uwikłana w jego wytrzeszczonych oczach i po prostu chciałam upaść na podłogę w stos papki i błagać go, aby oddał mi swoją moc. Był mroczny jak zmożone moje światło. Ale złą rzeczą było to, że Niall James Horan nienawidził mojego charakteru."
Wszystko to zaczęło się w sierpniu albo wrześniu, kiedy zima zaczęła się znowu pokazywać i wszystkie szkoły dziwek i biegaczy musiały się na nią przygotować i zacząć nosić ciepłe ubrania. To był czas moich zmian; posiadanie naokoło nowego ojca nie jest proste, mój prawdziwy ojciec trafił do więzienia za posiadanie narkotyków i nie utrzymuje kontaktu ze swoją jedyną córką. I, na szczycie tego wszystkiego, dzieciaki w szkole wyzywali mnie cały czas; mam na myśli, nigdy niczego nie zrobiłam nikomu oprócz bycia cicho, przebijającej-bariery-cały-czas dziewczyny, która tylko chciała, aby coś stało się w jej życiu. Wszyscy dowiedzieli się o moim ojcu, po pewnym czasie nie było to dla mnie zaskoczeniem; mam na myśli, nie było to dla mnie nowe, ludzie śmiali się ze mnie przez mojego ojca. Moja stara, najlepsza przyjaciółka, Jordan, rozpowiadała plotki, kiedy byłyśmy w piątej klasie, że mój tata współpracował razem ze mną, które nie były prawdziwe, ponieważ mój tata był absolutnie przeciwny pomysłowi, abym robiła to co on. Powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek zobaczy u mnie papierosa albo cokolwiek z narkotyków w moich ustach, będę uziemiona do końca życia. Dziwaczny co? Tylko twój ojciec może wiedzieć, że robi źle i w dodatku i tak to robi. Więc, po pewnym czasie, po wystawieniu tych bzdur mojemu ojcu, moja matka rozwiodła się z nim i zabrała nas z dala od niego. Zabrała mnie z dala od starych, dokuczających mi dzieciaków do nowej atmosfery, gdzie każdy mnie ignorował. I kiedy mama znalazła nowego faceta, szczupłego blondyna, bogatego gościa, który pozwolił nam się do niego wprowadzić, wysłał mnie na odwyk alkoholowy i do szkoły. Ale prawdę mówiąc, blond dupek ma siostrzeńca; chłopak wyprowadził się dawno temu od swojego najlepszego przyjaciela, był wyniosły, uparty i był palantem. Więc, to jest najgorszy minus w tym całym świecie; kiedy siedzisz cicho w domu z słodkim chłopcem o imieniu Niall Horan i będziesz go widywała każdego dnia, i bądź dla niego miła, nawet jeśli cię frustruje. Nie był miły, więc ja też nie byłam; był upartym dupkiem, jak ja, ale z mniej złymi rzeczami niż ja. Jeździł eleganckim czarnym Aprilia RSV 1000R Mille, bardzo drogim motocyklem, o którego się troszczył. Ostatnimi czasy nie pojawiał się w domu i za każdym razem, kiedy go widziałam, miał silną maskę, a z jego oddechu było czuć alkohol. Niall nienawidził mojej matki; za każdym razem kiedy była miła, pogrążał jej próby w dół. Nie zrozumcie mnie źle, nie lubię mojej mamy tak bardzo, ale na litość boską: nie musisz być dupkiem w stosunku do niej. Więc tak, Niall Horan jest dupkiem; sekretem, który zapukał do moich drzwi w środku nocy, aby zapytać o koc. Właśnie taki jest: jest słodki i przebiegły w tym samym czasie. Bardzo ciężko go zrozumieć, ale taki właśnie jest. Mam na myśli, jest Horanem, to wszystko.
___________________________________________________
Hej, no więc mamy za sobą już prolog. Wiem, że w niektórych momentach tekst może być troszeczkę niezrozumiały, ale jest to moje pierwsze tłumaczenie i staram się najlepiej jak potrafię, więc mam nadzieję, że to docenicie i nie zniechęcicie sie już po prologu :) Także do pierwszego rozdziału (komentarze mile widziane, ponieważ bardzo mnie to motywuje do dalszej pracy).
Wszystko to zaczęło się w sierpniu albo wrześniu, kiedy zima zaczęła się znowu pokazywać i wszystkie szkoły dziwek i biegaczy musiały się na nią przygotować i zacząć nosić ciepłe ubrania. To był czas moich zmian; posiadanie naokoło nowego ojca nie jest proste, mój prawdziwy ojciec trafił do więzienia za posiadanie narkotyków i nie utrzymuje kontaktu ze swoją jedyną córką. I, na szczycie tego wszystkiego, dzieciaki w szkole wyzywali mnie cały czas; mam na myśli, nigdy niczego nie zrobiłam nikomu oprócz bycia cicho, przebijającej-bariery-cały-czas dziewczyny, która tylko chciała, aby coś stało się w jej życiu. Wszyscy dowiedzieli się o moim ojcu, po pewnym czasie nie było to dla mnie zaskoczeniem; mam na myśli, nie było to dla mnie nowe, ludzie śmiali się ze mnie przez mojego ojca. Moja stara, najlepsza przyjaciółka, Jordan, rozpowiadała plotki, kiedy byłyśmy w piątej klasie, że mój tata współpracował razem ze mną, które nie były prawdziwe, ponieważ mój tata był absolutnie przeciwny pomysłowi, abym robiła to co on. Powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek zobaczy u mnie papierosa albo cokolwiek z narkotyków w moich ustach, będę uziemiona do końca życia. Dziwaczny co? Tylko twój ojciec może wiedzieć, że robi źle i w dodatku i tak to robi. Więc, po pewnym czasie, po wystawieniu tych bzdur mojemu ojcu, moja matka rozwiodła się z nim i zabrała nas z dala od niego. Zabrała mnie z dala od starych, dokuczających mi dzieciaków do nowej atmosfery, gdzie każdy mnie ignorował. I kiedy mama znalazła nowego faceta, szczupłego blondyna, bogatego gościa, który pozwolił nam się do niego wprowadzić, wysłał mnie na odwyk alkoholowy i do szkoły. Ale prawdę mówiąc, blond dupek ma siostrzeńca; chłopak wyprowadził się dawno temu od swojego najlepszego przyjaciela, był wyniosły, uparty i był palantem. Więc, to jest najgorszy minus w tym całym świecie; kiedy siedzisz cicho w domu z słodkim chłopcem o imieniu Niall Horan i będziesz go widywała każdego dnia, i bądź dla niego miła, nawet jeśli cię frustruje. Nie był miły, więc ja też nie byłam; był upartym dupkiem, jak ja, ale z mniej złymi rzeczami niż ja. Jeździł eleganckim czarnym Aprilia RSV 1000R Mille, bardzo drogim motocyklem, o którego się troszczył. Ostatnimi czasy nie pojawiał się w domu i za każdym razem, kiedy go widziałam, miał silną maskę, a z jego oddechu było czuć alkohol. Niall nienawidził mojej matki; za każdym razem kiedy była miła, pogrążał jej próby w dół. Nie zrozumcie mnie źle, nie lubię mojej mamy tak bardzo, ale na litość boską: nie musisz być dupkiem w stosunku do niej. Więc tak, Niall Horan jest dupkiem; sekretem, który zapukał do moich drzwi w środku nocy, aby zapytać o koc. Właśnie taki jest: jest słodki i przebiegły w tym samym czasie. Bardzo ciężko go zrozumieć, ale taki właśnie jest. Mam na myśli, jest Horanem, to wszystko.
___________________________________________________
Hej, no więc mamy za sobą już prolog. Wiem, że w niektórych momentach tekst może być troszeczkę niezrozumiały, ale jest to moje pierwsze tłumaczenie i staram się najlepiej jak potrafię, więc mam nadzieję, że to docenicie i nie zniechęcicie sie już po prologu :) Także do pierwszego rozdziału (komentarze mile widziane, ponieważ bardzo mnie to motywuje do dalszej pracy).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)